W drodze do Bjerkebæk. Śladami Sigrid Undset
Są takie miejsca, do których jedzie się tylko dlatego, że przez lata istniały w przeczytanych biografiach, w opowieściach o życiu ludzi, którzy stali się nam w jakiś sposób bliscy. Dla mnie takim miejscem jest Bjerkebæk, dom Sigrid Undset w Lillehammer.
Ze wzruszeniem przekroczyłam próg domu Sigrid. Przyjechałam tutaj z Poznania wraz z rodziną. Nasza podróż trwała 22 godziny. Długa droga nabrała jednak zupełnie innego znaczenia, kiedy na jej końcu czekało miejsce związane z kimś, czyja twórczość od dawna fascynuje i inspiruje tak wiele polskich kobiet.
To właśnie Sigrid Undset przywiodła mnie do Lillehammer. Chciałam zobaczyć przestrzeń, którą wybrała na swój dom, ogród, na który patrzyła, pokoje, w których żyła i pracowała, przedmioty, które ją otaczały. Bjerkebæk nie jest przecież tylko zabytkową posiadłością. To miejsce, w którym literatura spotykała się z codziennością, a wielka pisarka byłą człowiekiem osadzonym w konkretnej przestrzeni, pośród swoich książek, mebli, drzew i górskiego krajobrazu.
Jest w tej podróży także coś bardzo osobistego: pragnienie, by choć na chwilę znaleźć się bliżej świata autorki, której życie i twórczość od dawna budzą moją ciekawość. By zobaczyć na własne oczy miejsce, które było jej azylem i które tak mocno zrosło się z jej historią. BYło we mnie również wielkie pragnienie, by podzielić się z moimi drogimi Czytelnikami, żebyście i Wy mogli zajrzeć do tego śwata nieco głębiej.
Bjerkebæk (dosłonie "Brzozowy Potok") – dom Sigrid Undset
Bjerkebæk było dla Sigrid Undset domem w najpełniejszym znaczeniu tego słowa: miejscem stworzonym przez nią niemal od podstaw, odpowiadającym jej temperamentowi, potrzebie niezależności, umiłowaniu dawnego świata, a zarazem niezwykle konkretnym obowiązkom matki i pisarki. To tutaj rozgrywało się jej życie rodzinne, tutaj powstawała znaczna część jej twórczości i tutaj próbowała stworzyć bezpieczny świat dla swoich dzieci: przede wszystkim dla chorej córki Maren Charlotte, nazywanej Tullą lub Mosse.
Sigrid Undset przybyła do Lillehammer w 1919 roku. Początkowo wynajęła drewniany dom przeniesiony rok wcześniej z gospodarstwa Røssum w Kvam. W 1921 roku kupiła go i nazwała posiadłość Bjerkebæk. W kolejnych latach rozbudowywała ją według własnego pomysłu. W 1924 roku sprowadziła kolejny stary dom, tym razem XVIII-wieczny budynek z Dalseg w Sør-Fron. W ten sposób powstała charakterystyczna kompozycja drewnianych zabudowań, w których Undset mieszkała wraz z dziećmi.
Po raz pierwszy mogła urządzić dom całkowicie według własnego gustu. Sama pisała z zachwytem, że jest on staroświecki i niepraktyczny, że nieustannie wydaje na niego pieniądze ku irytacji ludzi bardziej praktycznych, i że kocha go niewypowiedzianie. (Bjerkebæk)
Ta pozorna „niepraktyczność” wiele mówi o Undset. Bjerkebæk nie miał być nowoczesnym, wygodnym domem pisarki odnoszącej międzynarodowe sukcesy. Był świadomie stworzonym światem. Stare drewniane domy, meble, książki, obrazy, kwiaty i przedmioty codziennego użytku tworzyły przestrzeń odpowiadającą jej wyobrażeniu o życiu.
Dom za płotem
Wraz ze sławą pojawiła się jednak potrzeba ochrony tego świata.
Gidske Anderson zwraca uwagę, że po otrzymaniu przez Undset Nagrody Nobla w 1928 roku pieniądze napływały do niej z całego świata, ale równie szybko odpływały. Pisarka uważała bowiem pomoc potrzebującym za zwyczajny obowiązek. Wspierała przyjaciół i zupełnie obcych ludzi. Ktoś potrzebował maszyny do szycia, ktoś inny miał zadłużone gospodarstwo, chorowało dziecko albo pomocy potrzebowała starsza kobieta; Undset pomagała dyskretnie. Sama pamiętała biedę i lata, kiedy ciężko pracowała, oszczędzając każdy grosz.
Jednocześnie sława zaczęła wdzierać się w jej prywatność. Bjerkebæk otoczono wysokim drewnianym płotem. Pojawił się pies i tabliczka ostrzegająca przed nim. Z zewnątrz mogło to sprawiać wrażenie, jak gdyby sławna i coraz bardziej nieprzystępna pisarka odgradzała się od ludzi.
Powód był jednak znacznie głębszy.
Do Bjerkebæk przychodzili ludzie chcący zobaczyć laureatkę Nagrody Nobla, sfotografować ją, przeprowadzić wywiad albo pozyskać jej poparcie dla jakiejś sprawy. Undset nie znosiła fotografowania i nie chciała udzielać wywiadów. Ale — jak podkreśla Anderson — nie chodziło przede wszystkim o nią samą.
Za płotem znajdowała się Tulla.
Dom zbudowany także dla Tulli
Maren Charlotte, córka Sigrid Undset i Andersa Svarstada, rozwijała się inaczej niż zdrowe dzieci. Miała bardzo ograniczoną zdolność mówienia, porozumiewała się przede wszystkim poprzez dotyk, a z czasem cierpiała na coraz cięższe napady padaczkowe. W czasach, w których osoby z niepełnosprawnością intelektualną traktowano często z bezwzględną ciekawością, Undset chciała ochronić córkę przed spojrzeniami obcych.
I właśnie dlatego Bjerkebæk nabiera szczególnego znaczenia. Anderson pisze, że można wręcz powiedzieć, iż dom został w pewnym sensie stworzony dla Tulli — obok pracy pisarskiej Undset, życia jej synów oraz rodziny i przyjaciół.
Najgłębszym sercem tego domu były jednak Sigrid i Tulla.
Każdego dnia matka brała córkę na kolana i kołysała ją, ponieważ Tulla bardzo to lubiła. Dziewczyna kochała piękne rzeczy, intensywne kolory, muzykę, długie przejażdżki samochodem, święto 17 maja, a szczególnie Boże Narodzenie — choinkę i światła. Undset dbała, aby córka była zawsze pięknie ubrana.
Francuska dominikanka nazwała kiedyś Tullę enfant de Dieu — „dzieckiem Boga”. Określenie to musiało dotknąć czegoś bardzo głębokiego w Undset. Według Anderson pisarka czuła, że w jej córce jest coś świętego — ponieważ święte jest samo życie w swojej najprostszej postaci.
Kiedy w styczniu 1939 roku, w wieku zaledwie dwudziestu czterech lat, Tulla umarła, Undset powiedziała:
„Tulla nigdy nie przysporzyła mi ani jednej godziny troski”.
To niezwykłe zdanie, zważywszy na to, ile rzeczywistej troski wymagało życie córki. Można je jednak rozumieć inaczej: jako świadectwo, że sama Tulla — jej istnienie — nigdy nie była dla matki ciężarem.
Undset tęskniła za nią do końca życia.
Dlatego patrząc dziś na płot otaczający Bjerkebæk, warto widzieć w nim nie tylko granicę prywatności sławnej pisarki. Była to również granica chroniąca jej dziecko.
Dom pełen ludzi
Byłoby jednak błędem wyobrażać sobie Bjerkebæk jako ponurą twierdzę odgrodzonej od świata samotniczki. W rzeczywistości było dokładnie odwrotnie.
Undset prowadziła duże gospodarstwo według dawnych wzorców, z sezonowym przygotowywaniem zapasów, pieczeniem i nieustannym ruchem gości. Przyjeżdżała jej matka Charlotte, siostry Ragnhild i Signe z rodzinami, córki Svarstada, później także następne pokolenie. Chorzy, przemęczeni albo potrzebujący odpoczynku krewni znajdowali w Bjerkebæk miejsce rekonwalescencji. Jeszcze jako kobieta po pięćdziesiątce Undset potrafiła być — jak żartobliwie to określała — „zastępczą babcią” dla cudzych bladych i wątłych dzieci.
Synowie mogli przyprowadzać kolegów. Przyjaciele pisarki przyjeżdżali i wyjeżdżali. Dom żył.
Bjerkebæk było więc miejscem paradoksalnym: zamkniętym przed ciekawością świata, a jednocześnie szeroko otwartym dla ludzi, których Undset sama wpuszczała do swojego życia.
To rozróżnienie wydaje się kluczowe dla zrozumienia jej charakteru.
Surowa matka
W domu panowała przy tym dyscyplina, którą nawet Anderson, odnosząc ją do standardów epoki, określa jako surową.
Dzieci wcześnie chodziły spać, ponieważ dorośli potrzebowali spokoju. Miały jeść to, co postawiono na stole, a protesty nie spotykały się z wielką pobłażliwością. W dni wolne należało wychodzić na dwór: dzieci potrzebowały ruchu i świeżego powietrza, dorośli zaś ciszy.
Nie było również przesadnego kultu wygody. Siedziało się na prostych krzesłach i należało siedzieć porządnie.
Ale Undset uważała również, że dzieciom trzeba „wpajać kulturę”. Czytała im od najmłodszych lat — również książki dla dorosłych — i pozwalała samodzielnie buszować po wielkiej bibliotece oraz oglądać dzieła sztuki należące do jej kolekcji.
Za surowością kryło się coś jeszcze: Undset rozumiała dzieci. Nie traktowała ich jak niedoskonałych dorosłych. Anderson zauważa, że niewielu norweskich pisarzy potrafiło pisać o dzieciach z podobnym realizmem i wrażliwością.
Anders i Hans
Bjerkebæk było także miejscem dorastania dwóch synów pisarki.
Najstarszy, Anders, zajmował w jej sercu miejsce szczególne. Był inteligentny, samodzielny, kochał góry i narty, a zamiast pójść śladem artystycznych zainteresowań rodziców wybrał studia inżynierskie. Relacja z matką pozwalała mu na sporą swobodę. Jako jedenastolatek potrafił zwrócić nałogowo palącej Undset uwagę, że powinna mniej palić — nie ze względu na zdrowie, lecz, jak wyjaśnił, „ze względu na naszą walutę, mamo”, mając na myśli norweski bilans importu i eksportu.
Znacznie trudniejsza była relacja z najmłodszym Hansem. Był inteligentny i utalentowany, lecz miał skomplikowaną naturę. Anderson dostrzega w jego dzieciństwie rozpaczliwe poszukiwanie miłości, uznania i zrozumienia matki. Jako jedyny z synów otrzymał od początku katolickie wychowanie — Undset nawróciła się, kiedy miał pięć lat — i został wysłany do katolickiej szkoły z internatem w Oslo. Paradoksalnie nigdy nie został szczególnie gorliwym katolikiem.
Hans wyrósł na człowieka zdolnego, który nie potrafił wykorzystać swoich talentów. Nie uporządkował ani studiów, ani życia zawodowego i długo pozostawał finansowo zależny od matki. Anderson określa jego los przejmującym mianem „małej ludzkiej tragedii” i widzi w nim przykład tego, jak trudno bywa być dzieckiem wielkiego człowieka.
Także ten mniej wygodny aspekt biografii Undset należy do historii Bjerkebæk. Dom był schronieniem, ale nie był miejscem wolnym od cierpienia.
Ogród – druga część domu
Nie sposób zrozumieć Bjerkebæk bez ogrodu.
Undset interesowała się botaniką od młodości, a Karola Linneusza nazywała nawet swoim patronem. Po kupieniu Bjerkebæk niemal natychmiast zaczęła tworzyć ogród. Zadanie było ogromne: zanim można było rozpocząć właściwe prace, z terenu wywieziono około 1500 wozów kamieni. Około 1925 roku zasadniczy układ ogrodu był już gotowy. Rosły tam drzewa owocowe, krzewy jagodowe, warzywa, róże, byliny i rośliny cebulowe. (Bjerkebæk)
Anderson opisuje dom pełen kwiatów. Stały w salonach, gabinecie, sypialni, a nawet w łazience. Undset sama się nimi zajmowała i poświęcała ogrodowi ogromną ilość czasu.
Miała „zielone palce”, ale Anderson bardzo trafnie zauważa, że ten szczególny dar można rozumieć po prostu jako cierpliwość wobec żywych istot.
To sformułowanie znakomicie pasuje do Bjerkebæk.
Ogród nie był dodatkiem do domu. Był przedłużeniem jego wnętrza i charakteru właścicielki. Undset kochała rośliny jako żywe istoty i — jak sugeruje Anderson — być może czasami czuła się bliższa im niż ludziom.
Dzisiejszy ogród został zrekonstruowany tak, aby odtwarzać jego wygląd z połowy lat trzydziestych: znajdują się w nim rabaty bylinowe, sad, zioła, mury, schody i żwirowe ścieżki.
Bjerkebæk jako autoportret
W Bjerkebæk niezwykle wyraźnie spotykają się sprzeczności obecne w samej Sigrid Undset.
Była kobietą niezależną, a stworzyła dom głęboko zakorzeniony w tradycji. Była światowej sławy pisarką, która nie znosiła zainteresowania własną osobą. Potrafiła otoczyć posiadłość wysokim płotem, a równocześnie stale gościła rodzinę, przyjaciół, dzieci i ludzi potrzebujących odpoczynku. Była surową matką, która jednocześnie potrafiła godzinami troszczyć się o chore dziecko. Zarabiała ogromne pieniądze, lecz znaczną ich część rozdawała. Żyła pośród książek i wielkich problemów historii, religii i kultury, a jednocześnie własnymi rękami pielęgnowała kwiaty.
Dlatego Bjerkebæk można potraktować niemal jak autoportret Sigrid Undset zapisany nie słowami, lecz przestrzenią.
Dom mówi o jej umiłowaniu dawności. Biblioteka — o życiu intelektualnym. Ogród — o cierpliwości i miłości do świata żywego. Płot — o potrzebie ochrony tego, co prywatne. Otwarte dla bliskich drzwi — o gościnności. Pokój pracy — o pisarce. A obecność Tulli pozwala zobaczyć kobietę ukrytą za publicznym wizerunkiem noblistki.
Bjerkebæk było także miejscem, w którym powstawała znaczna część jej dorobku literackiego. Norweski urząd ochrony zabytków określa je jako dom, w którym Undset stworzyła większość swojej twórczości.
W 1940 roku pisarka musiała go opuścić. Uciekła z Norwegii wraz z Hansem przez Szwecję, Rosję i Japonię do Stanów Zjednoczonych. W 1942 roku Bjerkebæk zajęli Niemcy. Kiedy w 1945 roku Undset wróciła do Norwegii, zastała ukochany dom i ogród zniszczone i zaniedbane. Natychmiast rozpoczęła ich odbudowę.
To także wiele mówi o znaczeniu tego miejsca.
Mogła przecież zacząć gdzie indziej. Już wcześniej rozważała sprzedaż Bjerkebæk i przeprowadzkę bliżej Oslo. A jednak wróciła.
Zmarła w 1949 roku.
Dziś Bjerkebæk jest muzeum, a dom i ogród zostały odrestaurowane z zamiarem możliwie wiernego zachowania świata stworzonego przez pisarkę. Oficjalne muzeum określa Bjerkebæk zarazem jako dom Sigrid Undset i jej miejsce pracy pisarskiej.
Dlatego przekraczając bramę Bjerkebæk, warto nie patrzeć na to miejsce wyłącznie jak na „dom słynnej pisarki”. Jest czymś znacznie bardziej osobistym.
To tutaj Sigrid Undset była jednocześnie pisarką i matką, gospodynią i ogrodniczką, kobietą potrzebującą samotności i kobietą, której dom wciąż wypełniali ludzie. Tutaj chroniła Tullę przed ciekawością świata. Tutaj wychowywali się Anders i Hans. Tutaj czytano książki, przyjmowano gości, spierano się, jedzono, pracowano i pielęgnowano kwiaty.
I może właśnie dlatego Bjerkebæk jest jednym z tych domów pisarzy, w których biografię właściciela można czytać niemal tak samo jak jego książki.
Na zakończenie zostawię Wam kilka zdjęć z domu pisarki:
Przy tym biurku powstała "Krystyna, córka Lavransa". Sigrid pisała powieść ręcznie.
Przy tym biurku Sigrid napisała Olafa (już na maszynie).
Ważne miejsce modlitwy wspaniałej pisarki.
Komentarze
Prześlij komentarz