TRYB JASNY/CIEMNY

Translate

Roskwa Koritzinsky o "Krystynie, córce Lavransa"


„I patrzyła na to, aż stało się jej drogie”

Roskwa Koritzinsky

Myślę o Krystynie, córce Lavransa, jako o szczęśliwej dziewczynie, nawet jeśli wystawiana jest na niebezpieczeństwa i musi przejść przez wiele bolesnych doświadczeń.

Wielu ludzi żyje jakby poza rytmem, w jakimś pogmatwanym tempie; niemal od razu się starzeją. A potem, jeśli mają szczęście, muszą dopiero nauczyć się poznawać to młodsze „ja”, które noszą w sobie, wraz z całym jego bagażem. Inni być może nigdy nie wydostają się poza pierwszy krzyk po narodzinach, błąkają się w nim i burzą wszystko, co napotykają na swojej drodze. Ale Krystyna - jak sądzę - żyje w rytmie własnego wieku i można jej tego zazdrościć. Jest dzieckiem, kiedy jest dzieckiem, młodą dziewczyną, kiedy jest młoda. Jej ojciec przyczynia się do tego, że jest to możliwe. Krystyna może wybiec w świat, ponieważ ma dom, do którego może powrócić; jest on w niej zaszczepiony i nie można jej go odebrać. Może podejmować ryzyko, może odważyć się niemal na wszystko. Jest jak Ronja, córka zbójnika, która ośmiela się przeskoczyć nad przepaścią, jak Siddhartha, który opuszcza rodzinny pałac i wyrusza w świat; ona także musi zobaczyć go na własne oczy.

Trylogia powieściowa Krystyna, córka Lavransa została napisana na początku lat dwudziestych XX wieku i jest uważana za jedno z najważniejszych dzieł w historii literatury norweskiej. Za nią Sigrid Undset otrzymała w 1928 roku literacką Nagrodę Nobla, i mam wrażenie, że niemało młodych ludzi w całym kraju pociło się i przysypiało nad tymi książkami jako częścią szkolnego programu. Sama nie czytałam Krystyny, córki Lavransa w szkole, nie studiowałam też literatury, a książek do przeczytania było - i nadal jest - tak wiele. Tej wiosny, w wieku trzydziestu dwóch lat, po raz pierwszy zetknęłam się z tym dziełem.

Czytam pierwsze strony i myślę: jakie to dziwne, że ta powieść powstała w tym samym czasie co na przykład Wilk stepowy Hermanna Hessego czy Ziemia jałowa T.S. Eliota. W porównaniu z nimi powieść Undset wydaje się tak staroświecka. Nie tylko dlatego, że akcja rozgrywa się w XIV wieku, lecz dlatego, że język oraz postawa wyrażona w tekście mają w sobie inną solidność, którą ja - z pewnością z braku wiedzy - natychmiast kojarzę z czymś „dawnym”. Jednocześnie szybko zaczynam wyczuwać, że książka ma w sobie coś modernistycznego - w tekście dzieje się coś, co przypomina mi, że powieść została napisana niemal dokładnie sto lat temu; że norweskie średniowiecze było mniej więcej równie odległe sto lat temu, jak jest dzisiaj. To „coś” wiąże się ze sposobem, w jaki Undset przemieszcza się pomiędzy świadomościami bohaterów powieści, jakby w rytmie; jest w tym coś niemal atonalnego - niektóre partie są długie, rozciągnięte, narracyjne, inne krótkie i urywane. Jest to osobliwy rodzaj muzyki.

Od chwili ukazania się powieści historycy i literaturoznawcy dyskutowali, czy Krystyna, córka Lavransa jest wiernym obrazem średniowiecza. Ile z nowoczesnego sposobu postrzegania człowieka zostało przeniesione przez Undset do umysłów ludzi XIV wieku? Dla mnie właśnie coś z tego jest największą siłą powieści. Z jednej strony przedstawiony świat odczuwa się niemal jak podróż w czasie, ponieważ jest tak żywy i szczegółowy, a jednocześnie nagle pojawiają się refleksje, postawy czy sformułowania, obrazy, rytm albo przełamanie formy, które wydają się nowoczesne - choć nie potrafię ostatecznie rozstrzygnąć, czy rzeczywiście takie są.

Profesor literatury nordyckiej Liv Bliksrud pisze o sporze, który toczył się już rok po wydaniu powieści:

W artykule w „Samtiden” [historyk literatury Fredrik Paasche] dowodzi, że psychologiczny sposób przedstawiania postaci przez Undset nie pozostaje w sprzeczności z historycznością utworu, i wskazuje na przykładach, że to, co współczesność uważa za cechy nowoczesnej psychiki - jak umiłowanie natury i życia na wolnym powietrzu czy wewnętrzne rozdarcie - można znaleźć również w źródłach pochodzących z samego średniowiecza. Mentalności epoki nie można, jak twierdzi Bull, odczytywać przede wszystkim z sag, ponieważ opowiadają one o wojnie i walce. Walkę wewnętrzną musimy sobie wyobrazić - tak jak uczyniła to Undset w swojej twórczości.

Uczeni więc spierali się wówczas - i spierają się nadal.

Dobrze, wróćmy do przyszłości: jest rok 2022, a ja myślę o Krystynie jako o szczęśliwej dziewczynie. I wiem, że kiedy to piszę, ktoś uniesie brwi: Szczęśliwej? - pyta głos we mnie. Ona, uwięziona w społeczeństwie, w którym mężczyzna ma nad nią tak wielką władzę? W którym istnieją tak surowe reguły, spisane i niespisane, określające, co może robić, kim może być, co może powiedzieć, a sankcje za ich przekroczenie są jeszcze surowsze? Poza tym, jak mogę twierdzić, że jej wyzwolenie ma jakoby coś wspólnego z miłością ojca? Czy i to ma zostać przypisane mężczyźnie, czy i to ma być jego zasługą?

Trochę irytuje mnie ten głos, choć pytania, które zadaje, są zasadne. Ale przeczytałam właśnie ponad tysiąc stron o Krystynie, towarzyszyłam jej od dzieciństwa aż do śmierci. I nie chcę zakładać tych z góry przygotowanych okularów, patrzeć na nią przez szkła o dokładnie takiej mocy, jaka wydaje się dziś niemal obowiązkiem - czymś, co należy czynić jako dobry obywatel, człowiek oświecony, aby nie uchodzić za naiwnego, egzaltowanego czy reakcyjnego.

Refrenem naszych czasów jest przekonanie, że płeć, klasa społeczna i pochodzenie etniczne są czynnikami decydującymi o tym, jak dobre i jak wolne życie może wieść człowiek. To konieczna i nieunikniona rewolucja. A zainteresowanie Undset położeniem i warunkami życia kobiet w średniowieczu - podobnie jak w jej własnych czasach - nie ulega wątpliwości.

Jednocześnie istnieje jednak jeszcze inny czynnik, trudniejszy do zmierzenia z zewnątrz, a przecież odgrywający ogromną rolę w tym, na ile życie staje się dla człowieka możliwe - jest nim miłość. Brak miłości wpływa na coś tak fundamentalnego jak neurologia i rozwój mózgu; może sprawić, że człowiek będzie żył w stanie nieustannej, ostrej gotowości alarmowej, nawet w warunkach pozornie najbezpieczniejszych i najbardziej wolnych.

I właśnie to uderza mnie, kiedy czytam Wieniec: Krystyna, mimo wszystko, wydaje się niezwykle bezpieczna. Jest dzieckiem bardzo kochanym. Miłość płynie ku niej z wielu stron, lecz szczególnie od ojca; jego ciepło osłania jej plecy.

I być może właśnie tutaj znajduje się dla mnie największa siła tego dzieła: w przedstawieniu odwagi, by odważyć się na własne życie, uczynić je czymś w rodzaju przedłużonego aktu miłości. Bunt Krystyny, jej tak zwana zdrada ojca - również on sam przyczynił się do tego, że stała się możliwa. Ukazując to, powieść Undset przypomina zarazem, jak wielu ludzi czyni coś dokładnie przeciwnego: pozostaje wewnątrz murów, nie ośmiela się przeskoczyć przepaści, żyje w lęku i skostnieniu z powodu zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych ograniczeń.

Poza ojcem i przyjacielem z dzieciństwa, Arnem, szczególnie ważnymi postaciami w okresie dorastania Krystyny są brat Edvin i Åshild. Pokazują jej inne sposoby istnienia w świecie; sprawiają, że świat staje się większy.

W okolicy, w której mieszka Krystyna, krążą pogłoski, że Åshild jest czarownicą. Do rodzinnego Jørundgård nie wzywa się jej, dopóki nie chodzi o życie - a nawet wtedy robi się to z wahaniem; obcowanie z tego rodzaju ludźmi i tego rodzaju siłami ma swoją cenę.

Kiedy Krystyna po raz pierwszy widzi Åshild, ma jedenaście lat. Åshild siedzi w izbie na piętrze, a jej twarz skąpana jest w słonecznym świetle. Jej skóra jest pomarszczona, lecz „Krystyna pomyślała, że nigdy nie widziała kobiety równie pięknej i wytwornej”.

Co sprawia, że Åshild jest niebezpieczna? Nie tylko jej sztuka leczenia, przez którą zyskała opinię osoby mającej związki z diabłem, lecz również jej pożądanie, piękno, kobiecość. Zdolność przeprowadzenia własnej woli bez względu na cenę. Staje się obrazem tego, co się dzieje, gdy nieokiełznane pragnienie przejmuje władzę; jej życie jest ostrzeżeniem. A jednak Krystynę do niej ciągnie. Åshild nie przypomina nikogo, kogo dotąd spotkała, i Krystyna chce przebywać w jej pobliżu.

Pewnego dnia, gdy siedzą i odpoczywają na zboczu wzgórza, patrząc na dolinę, Åshild mówi do Krystyny, stojącej właśnie na progu dojrzewania:

„Dobrze jest, kiedy człowiek nie odważa się uczynić tego, co uważa za niepiękne […]. Ale nie jest dobrze, kiedy uważa coś za niepiękne tylko dlatego, że nie ma odwagi tego uczynić”.

To zdanie będzie opisywać życie Krystyny w kolejnych latach. Ona to robi - i zazwyczaj w oczach większości ludzi nie wygląda to pięknie. Może wątpić, może rozpaczać nad konsekwencjami, lecz czytelnik przeczuwa, że nie mogło być inaczej.

A potem jest brat Edvin, mnich, którego Krystyna po raz pierwszy spotyka jako siedmio- lub ośmioletnia dziewczynka, kiedy wraz z ojcem udaje się do Hamar podczas jednej z jego podróży. Podobnie jak przy pierwszym spotkaniu z Åshild, Krystyna wyczuwa, że w Edvinie jest coś szczególnego; dostrzega to bardziej, niż świadomie o tym myśli. Jego pomarszczona twarz wydaje jej się jak cienka warstwa rozpięta nad czymś żywym: „jak gdyby brat Edvin nabawił się tylu zmarszczek tylko od uśmiechania się do ludzi”. Krystyna natychmiast wkłada swoją dłoń w jego rękę.

Åshild i Edvin są zarazem podobni i różni; reprezentują dwie potężne siły przyciągające Krystynę w jej życiu: pragnienie, odwagę spotkania ze światem i własną wolę - oraz gotowość służenia, pokorę i miłość do Boga.

Åshild i Edvina łączy szczególnego rodzaju żywotność, autentyczność, którą dziecko natychmiast zauważa i ku której je ciągnie. Są ludźmi żywymi, uważnymi, mającymi wyczucie tego, co wzniosłe. Edvin zabiera Krystynę do kościoła w Hamar, gdzie po raz pierwszy w życiu widzi witraż - widok zapiera jej dech w piersiach. Åshild zbiera zioła i uczy Krystynę, jak ich używać. Zarówno heretyczka, jak i mnich mierzą się z życiem z powagą i poczuciem odpowiedzialności, każde na swój sposób; Krystyna odchodzi ze spotkań z nimi nie tylko radosna i podekscytowana, lecz również z poczuciem, że coś zostało na nią nałożone - jakiś nowy ciężar.


Krystyna wchodzi w wiek nastoletni, życie staje się bardziej skomplikowane, oczekiwania otoczenia zaczynają ją coraz ciaśniej ograniczać. Dziewczynka staje się kobietą, mężczyźni zaczynają patrzeć na nią inaczej, a wielu z nich staje się niebezpiecznych. Jej czystość staje się honorem rodziny, a jej hańba - również hańbą rodziny. Zaczynają rządzić podejrzliwość i plotki.

Krystyna żyje w napięciu między pragnieniem a apetytem na życie, zewnętrznymi wymaganiami i głosami w swoim wnętrzu - niezależnie od tego, czy należą one do społeczeństwa, Boga czy czegoś jeszcze innego. Zakochanie uderza w nią i odsłania kolejną warstwę sprzeczności w jej wnętrzu, a wraz z nim pojawia się także poczucie winy, które będzie jej towarzyszyć przez resztę życia. Wstyd z powodu tego, że wie jedno, a chce czegoś innego. Że myśli jedno, a czyni drugie.

Krystyna nie zawsze sama to dostrzega, ale narrator to widzi — i Undset o tym wie: Krystyna jest człowiekiem, i to wszystko.

To wystarcza i nie mogło być inaczej. Ale sama Krystyna nie potrafi żyć tak, jak gdyby to wystarczało; niepokój także należy do tego, co ludzkie, podobnie żal i pragnienie, błędy i zmaganie.

W jednym z najtrudniejszych okresów młodego życia Krystyny odwiedza ona brata Edvina w klasztorze. Mnich nie przyjmuje jej z tym ojcowskim przebaczeniem i uspokojeniem, którego zapewne mogłaby pragnąć. Jest przy niej w jej rozpaczy, ale nie może jej tej rozpaczy odebrać ani usprawiedliwić jej czynów, choć sam również zgrzeszył w swoim życiu.

Daje jednak jej - i czytelnikowi - pewien obraz:

Zaczął płakać; pogładził jej dłoń i powiedział cicho:
„Pamiętasz ten poranek, Krystyno, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem cię tam, na schodach kościoła w Hamar? - Słyszałem kiedyś opowieść, gdy przebywałem w obcych krajach, o pewnym mnichu, który nie potrafił uwierzyć, że Bóg kocha nas wszystkich, nędznych i grzesznych. - Przyszedł anioł i dotknął jego wzroku, a on zobaczył kamień na dnie morza; pod kamieniem zaś żyło ślepe, białe, nagie stworzenie. I patrzył na nie, aż stało mu się drogie, ponieważ było tak małe i kruche. (…)”

Kiedy kończę czytać Krystynę, córkę Lavransa i odkładam ostatni tom, myślę o tym obrazie mnicha, kamienia i białego stworzenia. Widzę przed sobą Sigrid Undset, kamień na dnie morza, który podnosi - palcami albo spojrzeniem. A pod nim dostrzega swoich ludzi: Krystynę, Lavransa, Erlenda, Simona, Edvina, Åshild - a może pośród nich także samą siebie. I patrzy na siebie i patrzy na nich, aż stają się nam drodzy.

Źródła

Liv Bliksrud, Hovedtrekk i forskningen [„Główne kierunki badań”].

Komentarze

Polecane posty

Copyright © Mama lingwistka