Gertrud von le Fort i św. Teresa Benedykta od Krzyża – historia duchowej przyjaźni (résumé prelekcji w Carmelitanum 9.08.2026)
Résumé
Relacja Gertrud von le Fort i Edyty Stein była przede wszystkim więzią
duchową. Do naszych czasów zachowało się zaledwie pięć listów Edyty
skierowanych do Gertrud oraz dwie kartki pocztowe pisarki do przyszłej
karmelitanki. Mimo tak skromnego materiału źródłowego można dostrzec, że ich
przyjaźń opierała się na głębokim wzajemnym rozpoznaniu. Każda z nich zobaczyła
w drugiej osobę prowadzoną przez Boga i wierną otrzymanemu powołaniu.
Obie urodziły się w październiku: Gertrud von le Fort 11 października 1876
roku, a Edyta Stein 12 października 1891 roku, w żydowskie święto Jom Kippur.
Obie jako dojrzałe kobiety odnalazły drogę do Kościoła katolickiego.
Fascynowała je historia, lecz żadna nie traktowała przeszłości jako schronienia
przed własną epoką. Gertrud uważała, że prawdziwy kształt góry można rozpoznać
dopiero z pewnego oddalenia; historia dawała jej właśnie taki dystans wobec
teraźniejszości. Edyta określała natomiast wydarzenia polityczne jako „historię
właśnie się dokonującą”. Obie próbowały odczytywać dzieje w świetle wiary.
Najgłębiej łączył je Chrystus. Ze wspólnej miłości do Niego wyrastało ich
zainteresowanie Kościołem, kobiecością, modlitwą, ofiarą i duchowym
macierzyństwem. Ta więź pozwoliła im pozostać blisko także wtedy, gdy Edyta
zamknęła się za kratą Karmelu, a Gertrud pozostała w świecie, służąc poprzez
literaturę.
Ich duchowe pokrewieństwo ujawniło się szczególnie wyraźnie w doświadczeniu
„niemieckiej nocy”. Obie dostrzegały w narodowym socjalizmie i dokonujących się
wydarzeniach mysterium iniquitatis - tajemnicę nieprawości. Nie
wyprowadzały jednak z niej wezwania do nienawiści, lecz nakaz jeszcze głębszej
miłości. Gertrud pisała o „bezcennym zysku”, jakim jest zobaczyć niegodność
człowieka i jego zdolność do zła, a mimo to nie przestać go kochać. Zarówno
ona, jak i Edyta odróżniały odrazę do grzechu od miłości do grzesznika.
Przekonanie to stało się fundamentem ich refleksji nad modlitwą, ofiarą i
duchowym macierzyństwem.
Gertrud von le Fort i Edyta Stein poznały się dzięki jezuicie Erichowi
Przywarze, który obu polecał studium dzieł św. Tomasza z Akwinu. Dokładna data
ich pierwszego spotkania nie jest całkowicie pewna. Do osobistego spotkania
doszło najprawdopodobniej w Monachium na początku lat trzydziestych, być może
podczas pobytu Edyty w kwietniu 1932 roku.
Spotkanie pozostawiło w Gertrud niezwykle głębokie wrażenie. Po trzydziestu
latach wspominała pobożność Edyty, jej urzekającą prostotę i skromność oraz
niezwykłe uzdolnienia intelektualne. Przyznawała, że osobowość ówczesnej
docentki z Münster wywarła istotny wpływ na jej książkę Niewiasta Wieczna.
Również Edyta bardzo wcześnie rozpoznała rangę pisarstwa Gertrud. W swoich
wykładach z antropologii przywoływała ją obok Tołstoja, Dostojewskiego i Sigrid
Undset. W artykule poświęconym dziejom Karmelu zauważała, że nowela Ostatnia
na szafocie skierowała uwagę niemieckich środowisk intelektualnych na zakon
karmelitański. W dziele Byt skończony a byt wieczny odwołała się
natomiast do stworzonego przez Gertrud obrazu „niewiasty ponadczasowej”.
18 października 1932 roku Edyta polecała utwory Gertrud jako wartościową
lekturę dla młodzieży. Cystersce, siostrze Kalikście Brenzing, zaproponowała Papieża
z getta jako powieść historyczną, a Chustę Weroniki jako powieść
wychowawczą. Rekomendacja ta była znacząca, ponieważ Edyta pozostawała
czytelniczką bardzo wymagającą. W książkach Gertrud dostrzegała „żywą
literaturę współczesną”, a zarazem twórczość naprawdę wysokiej wartości.
Określenie Chusty Weroniki mianem „powieści wychowawczej” pokazuje,
że Edyta widziała w losach Weroniki opowieść o konwersji i duchowym
dojrzewaniu: kształtowaniu sumienia, uczeniu się prawdy i rozpoznawaniu własnej
drogi. Literatura Gertrud stała się później wspólnym językiem, za pomocą
którego Edyta mogła opowiedzieć przyjaciółce także o najbardziej bolesnych
sprawach rodzinnych.
W 1933 roku, po dojściu narodowych socjalistów do władzy, Edyta została ze
względu na żydowskie pochodzenie zmuszona do przerwania działalności
dydaktycznej. Od wielu lat pragnęła życia zakonnego i właśnie wtedy uzyskała
zgodę na wstąpienie do Karmelu w Kolonii. Decyzja ta stała się jednak źródłem
ogromnego cierpienia dla jej matki, Auguste Stein. Matka nie pogodziła się ani
z przyjęciem przez córkę chrztu w Kościele katolickim, ani z wyborem życia
klasztornego. Konwersję postrzegała jako odejście od wiary przodków, a Karmel
jako ponowną utratę najmłodszego dziecka.
19 września 1933 roku, niespełna miesiąc przed przekroczeniem klauzury,
Edyta skierowała do Gertrud bardzo osobisty list. Prosiła ją o modlitwę za
matkę: o siłę do zniesienia rozstania i o światło pozwalające zrozumieć decyzję
córki. Porównała Auguste Stein do babuni Weroniki z Chusty Weroniki -
kobiety silnej, wiernej odziedziczonemu światu wartości i głęboko zakorzenionej
w religii przodków. Jedno literackie odniesienie wystarczyło, aby Gertrud mogła
zrozumieć charakter matki Edyty i dramat rodzinnego rozstania.
Mimo bólu związanego z odejściem do klasztoru w liście Edyty obecny był
głęboki pokój. Zapewniała Gertrud: „Proszę nie myśleć, że Pani cokolwiek traci.
Każdy, kto ma miejsce w moim sercu i w moich modlitwach, może tylko zyskać”.
Dodawała: „Pani wkrótce się przekona, że kraty wcale nie dzielą”.
Słowa te odsłaniają istotę ich duchowej przyjaźni. Edyta nie uważała
klauzury za zerwanie więzi. Była przekonana, że relacja zakorzeniona w Bogu
może zostać oczyszczona i pogłębiona, ponieważ osoby bliskie będą odtąd jeszcze
pełniej obecne w jej modlitwie. W tym samym liście pytała także o powstające
dzieło Gertrud poświęcone istocie kobiety - późniejszą Niewiastę Wieczną.
Zaledwie kilka tygodni przed wstąpieniem do Karmelu nadal żywo interesowała się
twórczością przyjaciółki.
Edyta przekroczyła próg klauzury 14 października 1933 roku. Trzy dni
później ponownie napisała do Gertrud. W „cichej celi” kończyła właśnie lekturę
jej tekstów poświęconych Maryi, które weszły następnie do Niewiasty Wiecznej.
Obraz ten ma szczególne znaczenie: Edyta rozpoczęła nowe życie za klauzurą, ale
to, co w pozostawionym świecie było prawdziwe i duchowo cenne, przekroczyło
wraz z nią próg klasztoru. Gertrud poprzez swoje słowo towarzyszyła
karmelitance w pierwszych dniach jej powołania.
Edyta dziękowała również za gotowość Gertrud do udzielenia pomocy jej
matce. Uważała, że pisarka mogłaby znaleźć z Auguste wspólny język dzięki jej
mocnej miłości do Boga i niezachwianej miłości do córki. Nie wywierała jednak
na Gertrud żadnego nacisku, a później - widząc rosnący opór matki - wycofała
wcześniejszą sugestię spotkania. Nie chciała narażać ani przyjaciółki, ani
matki na rozmowę, która mogłaby pogłębić ich cierpienie.
15 kwietnia 1934 roku Edyta otrzymała habit oraz imię Teresa Benedykta od
Krzyża. Wkrótce przesłała Gertrud „właściwe zdjęcie oblubienicy” - fotografię
wykonaną przed przyjęciem habitu. Pytała jednocześnie o symbol sponsa
Christi, Oblubienicy Chrystusa, w przygotowywanym dziele pisarki. To, co
Gertrud wyrażała w poetyckich i teologicznych symbolach, Edyta zaczynała
urzeczywistniać własnym życiem.
W listopadzie 1934 roku Gertrud odwiedziła Edytę w Karmelu w
Kolonii-Lindenthal. Przez dwie godziny rozmawiały przy kracie. Pisarka
wspominała później, że podczas spotkania zapytała głęboko zasłoniętą
karmelitankę, czy jest w klasztorze szczęśliwa. Mistrzyni nowicjatu uniosła na
chwilę welon Edyty. Gertrud ujrzała twarz pełną pokoju, „niemal przemienioną
szczęściem”, której rozpromienienie pozostało na zawsze w jej pamięci.
Scena ta stała się najpełniejszym symbolem ich duchowej przyjaźni. Krata
pozostała, ale nie przeszkodziła w prawdziwym spotkaniu. Welon zakrywał twarz,
lecz gdy został uchylony, Gertrud zobaczyła nie tylko rysy przyjaciółki, lecz
także wewnętrzną przemianę dokonaną w niej dzięki odnalezionemu powołaniu.
Spełniły się wcześniejsze słowa Edyty: „Kraty wcale nie dzielą”.
Gertrud wyznała później, że tylko dwukrotnie w życiu ujrzała ludzkie
oblicze, które poraziło ją jako twarz osoby świętej: oblicze papieża Piusa X i
twarz siostry Teresy Benedykty od Krzyża. Rozpoznała świętość Edyty na długo
przed Auschwitz, beatyfikacją i kanonizacją - jako całkowite oddanie Bogu
promieniujące pokojem.
31 stycznia 1935 roku, bezpośrednio po rekolekcjach wspólnotowych, Edyta
napisała kolejny list. Jej lekturą duchową podczas tych dni była wydana w 1934
roku Niewiasta Wieczna. Przyznawała, że książka zajęła w rekolekcjach
ściśle określone miejsce i miała dla niej ogromne znaczenie. Następnie
stwierdziła, że - poza tym, co najbardziej osobiste - wszystko, co w ostatnich
dziesięcioleciach napisano o kobiecie, stało się właściwie zbędne, ponieważ
Gertrud sprowadziła poruszane zagadnienia do ich najgłębszych korzeni i
umieściła je na właściwym miejscu.
Dla Gertrud Wieczną Niewiastą była Maryja - stworzenie całkowicie otwarte
na Boga i zdolne wypowiedzieć wolne, niepodzielne fiat. Oddanie nie
oznaczało tutaj bierności ani rezygnacji z wolności, lecz twórczą odpowiedź na
łaskę: przyjęcie daru, który następnie staje się darem dla innych.
W Maryi Gertrud odnajdywała potrójny symbol kobiecego powołania: dziewicy,
oblubienicy i matki - virgo, sponsa, mater. Nie są to trzy wykluczające
się stany życia, ale przenikające się wymiary duchowe. Dziewictwo oznacza
niepodzielność serca należącego do Boga; oblubieńczość - zdolność do przymierza
i całkowitego daru z siebie; macierzyństwo - gotowość przyjęcia życia, troski o
nie oraz duchowej płodności. Macierzyństwo nie ogranicza się zatem do biologii.
Może realizować się również w wychowaniu, twórczości, służbie i życiu
konsekrowanym.
Ważnym symbolem Niewiasty Wiecznej jest także życie „pod zasłoną”.
Zasłona nie oznacza zniknięcia kobiety z życia społecznego ani odebrania jej
własnego głosu. Chroni tajemnicę osoby przed uprzedmiotowieniem i przypomina,
że człowieka nie można całkowicie odsłonić, wykorzystać ani sprowadzić do
pełnionej funkcji. Myśl ta łączy się ze sceną w kolońskiej rozmównicy: Edyta
pozostaje osłonięta welonem, a jednak właśnie zza zasłony najpełniej
promieniuje prawda jej osoby.
Karmelitanka dostrzegała w tej wizji prawdę odnoszącą się również do
własnego powołania. Kobieta rezygnująca z małżeństwa i biologicznego
macierzyństwa może stać się dziewicą, oblubienicą Chrystusa i duchową matką.
Cisza klauzury nie jest bezpłodnym odcięciem od świata. Edyta wyrażała ufność,
że pokój i cisza Karmelu promieniują na świat i wspomagają tych, którzy nadal
pielgrzymują.
Pokrewieństwo myśli obu kobiet widać również w odwołaniu Edyty do dzieła
Hedwig Conrad-Martius Die „Seele” der Pflanze. Conrad-Martius ukazywała
roślinę jako żywą istotę, która kształtuje się od wewnątrz, rozkwita i
przekracza siebie przez wydawanie owocu. Edyta uznała ten obraz za doskonały
symbol „niewiasty ponadczasowej”, czyli matki, opisanej przez Gertrud. Stała się
w ten sposób pośredniczką pomiędzy fenomenolożką przyrody a poetką kobiecej
duchowości.
Przyjaciółki realizowały dwa odmienne powołania. Gertrud pozostawała w
świecie, spotykała się z czytelnikami, przemawiała publicznie i odbywała
wyczerpujące podróże. Edyta dostrzegała, jak wielką ofiarą były te obowiązki
dla delikatnej, skupionej wewnętrznie pisarki. Gertrud podejmowała je, ponieważ
rozumiała literaturę jako służbę i odpowiedzialność za słowo. Edyta służyła
Kościołowi w ciszy Karmelu, Gertrud - poprzez twórczość i publiczne świadectwo.
Jednocześnie Edyta nie uważała początkowo życia w Karmelu za ciężką ofiarę.
Pisała, że „życie ofiary” prowadziła wcześniej w świecie, natomiast w
klasztorze zdjęto z niej niemal wszystkie ciężary i otrzymała w obfitości to,
czego przedtem jej brakowało. Przeczuwała jednak, że kiedyś mocniej doświadczy
swojego powołania do Krzyża.
Jej droga spotyka się w tym miejscu z teologią noweli Gertrud Ostatnia
na szafocie. Edyta stanowczo zaprzeczała, jakoby sama zainspirowała
powstanie utworu. Przyznawała jednak, że rozmawiała z Gertrud przez całe
popołudnie o Karmelu, który był wówczas pisarce jeszcze duchowo obcy. Gertrud
zbliżyła się do duchowości karmelitańskiej podczas pracy nad nowelą.
Ofiara nie oznacza w tym utworze poszukiwania cierpienia ani budowania
heroicznego obrazu siebie. Jest zgodą, aby Bóg rozporządzał życiem człowieka -
ofiarą bez heroizmu, składaną pośród nocy, w czystym posłuszeństwie i miłości.
Dlatego lęk Blanki de la Force nie przekreśla jej powołania. Łaska nie
przemienia jej natychmiast w bohaterkę, ale pozwala jej w chwili próby oddać
Bogu również własną słabość.
Podobną gotowość Teresa Benedykta wyraziła 9 czerwca 1939 roku w swoim
duchowym testamencie. Przyjmowała śmierć, którą Bóg jej przeznaczy, i
ofiarowywała swoje życie za Kościół, oba Karmele, naród żydowski, Niemcy, pokój
oraz wszystkich powierzonych jej przez Boga. Gdy narodowosocjalistyczna
ideologia coraz brutalniej dzieliła ludzi według rasy i narodowości, ona
obejmowała jednym aktem miłości tych, których próbowano sobie przeciwstawić.
Ta sama intuicja powracała w kobiecych bohaterkach Gertrud: w Żonie
Piłata, której tytułowa postać składa życie za duchowy ratunek męża; w
bohaterce Sądu morza, oddającej życie za dziecko zabójcy własnego brata;
oraz w młodej kobiecie z Obcego dziecka, ryzykującej sobą, aby ocalić
niewinne życie. Kobieta w twórczości le Fort nie służy śmierci. Nawet pośród
przemocy pozostaje powołana do strzeżenia życia, miłości i nadziei.
Po 1935 roku korespondencja obu kobiet stawała się coraz rzadsza.
Narastający terror narodowego socjalizmu, a następnie wojna coraz bardziej
utrudniały kontakt. O znaczeniu tej relacji świadczy jednak szkic planowanej
drugiej części wspomnień Gertrud. Pośród najważniejszych wydarzeń życia pisarki
- obok konwersji, spotkań z wielkimi myślicielami, narodowego socjalizmu i
wojny - znalazło się hasło: „Spotkanie z Edith Stein”. Druga część wspomnień
nigdy nie powstała, lecz sam plan pokazuje, że Edyta nie była dla Gertrud jedną
z wielu poznanych osób. Spotkanie z nią należało do doświadczeń, poprzez które
pisarka rozumiała własne życie.
Możliwe echo losu Edyty odnajdujemy również w późnym opowiadaniu Gertrud Córka
Jeftego. Jego bohaterka, Mikal, jest córką żydowskiego lekarza, który
pozostaje w chrześcijańskim mieście zagrożonym epidemią, chociaż pozostali
Żydzi zostali z niego wypędzeni. Mikal umiera jako niewinna ofiara, lecz jej
śmierć zapoczątkowuje przemianę: prowadzi do przezwyciężenia zemsty i wspólnej
służby cierpiącym. Gertrud ukazuje, że ofiara może przerwać dziedziczenie
nienawiści.
2 sierpnia 1942 roku siostra Teresa Benedykta od Krzyża została aresztowana
w holenderskim Karmelu w Echt razem ze swoją siostrą Różą. Po przejściu przez
obozy w Amersfoort i Westerbork obie zostały deportowane do Auschwitz-Birkenau,
gdzie 9 sierpnia poniosły śmierć w komorze gazowej.
Gertrud nigdy więcej nie zobaczyła twarzy, której rozpromienienie tak
głęboko zapamiętała. Pozostała jednak przekonana, że Teresa Benedykta
ofiarowała swoje cierpienie i śmierć również za naród żydowski. W jej losach
oraz w literaturze Gertrud von le Fort spełniło się wspólne im spojrzenie na
historię: noc nie otrzymuje ostatniego słowa, jeżeli człowiek odpowiada na nią
wiarą, modlitwą i miłością.
Najtrafniejszym symbolem ich więzi pozostaje scena z kolońskiej rozmównicy:
krata, uchylony welon i twarz przemieniona szczęściem - oblicze przyjaciółki, w
którym Gertrud von le Fort rozpoznała świętość.
© Anna
Maternowska-Frasunkiewicz 2026
Carmelitanum, 9 sierpnia 2026 roku.
Komentarze
Prześlij komentarz