TRYB JASNY/CIEMNY

Translate

Gertrud von le Fort i św. Teresa Benedykta od Krzyża – historia duchowej przyjaźni (résumé prelekcji w Carmelitanum 9.08.2026)

 


9 sierpnia 2026 roku w warszawskim Carmelitanum wygłosiłam również prelekcję zatytułowaną „Gertrud von le Fort i św. Teresa Benedykta od Krzyża – historia duchowej przyjaźni”. Opowiedziałam w niej o niezwykłej więzi łączącej pisarkę i przyszłą świętą — o ich spotkaniach, korespondencji, duchowym pokrewieństwie oraz wspólnej refleksji nad kobiecością, modlitwą, ofiarą i duchowym macierzyństwem.

Poniżej zamieszczam résumé prelekcji. Gdy tylko nagranie ze spotkania pojawi się w serwisie YouTube, uzupełnię wpis o link do pełnego wykładu.


Gertrud von le Fort i św. Teresa Benedykta od Krzyża – historia duchowej przyjaźni

Résumé

Relacja Gertrud von le Fort i Edyty Stein była przede wszystkim więzią duchową. Do naszych czasów zachowało się zaledwie pięć listów Edyty skierowanych do Gertrud oraz dwie kartki pocztowe pisarki do przyszłej karmelitanki. Mimo tak skromnego materiału źródłowego można dostrzec, że ich przyjaźń opierała się na głębokim wzajemnym rozpoznaniu. Każda z nich zobaczyła w drugiej osobę prowadzoną przez Boga i wierną otrzymanemu powołaniu.

Obie urodziły się w październiku: Gertrud von le Fort 11 października 1876 roku, a Edyta Stein 12 października 1891 roku, w żydowskie święto Jom Kippur. Obie jako dojrzałe kobiety odnalazły drogę do Kościoła katolickiego. Fascynowała je historia, lecz żadna nie traktowała przeszłości jako schronienia przed własną epoką. Gertrud uważała, że prawdziwy kształt góry można rozpoznać dopiero z pewnego oddalenia; historia dawała jej właśnie taki dystans wobec teraźniejszości. Edyta określała natomiast wydarzenia polityczne jako „historię właśnie się dokonującą”. Obie próbowały odczytywać dzieje w świetle wiary.

Najgłębiej łączył je Chrystus. Ze wspólnej miłości do Niego wyrastało ich zainteresowanie Kościołem, kobiecością, modlitwą, ofiarą i duchowym macierzyństwem. Ta więź pozwoliła im pozostać blisko także wtedy, gdy Edyta zamknęła się za kratą Karmelu, a Gertrud pozostała w świecie, służąc poprzez literaturę.

Ich duchowe pokrewieństwo ujawniło się szczególnie wyraźnie w doświadczeniu „niemieckiej nocy”. Obie dostrzegały w narodowym socjalizmie i dokonujących się wydarzeniach mysterium iniquitatis - tajemnicę nieprawości. Nie wyprowadzały jednak z niej wezwania do nienawiści, lecz nakaz jeszcze głębszej miłości. Gertrud pisała o „bezcennym zysku”, jakim jest zobaczyć niegodność człowieka i jego zdolność do zła, a mimo to nie przestać go kochać. Zarówno ona, jak i Edyta odróżniały odrazę do grzechu od miłości do grzesznika. Przekonanie to stało się fundamentem ich refleksji nad modlitwą, ofiarą i duchowym macierzyństwem.

Gertrud von le Fort i Edyta Stein poznały się dzięki jezuicie Erichowi Przywarze, który obu polecał studium dzieł św. Tomasza z Akwinu. Dokładna data ich pierwszego spotkania nie jest całkowicie pewna. Do osobistego spotkania doszło najprawdopodobniej w Monachium na początku lat trzydziestych, być może podczas pobytu Edyty w kwietniu 1932 roku.

Spotkanie pozostawiło w Gertrud niezwykle głębokie wrażenie. Po trzydziestu latach wspominała pobożność Edyty, jej urzekającą prostotę i skromność oraz niezwykłe uzdolnienia intelektualne. Przyznawała, że osobowość ówczesnej docentki z Münster wywarła istotny wpływ na jej książkę Niewiasta Wieczna.

Również Edyta bardzo wcześnie rozpoznała rangę pisarstwa Gertrud. W swoich wykładach z antropologii przywoływała ją obok Tołstoja, Dostojewskiego i Sigrid Undset. W artykule poświęconym dziejom Karmelu zauważała, że nowela Ostatnia na szafocie skierowała uwagę niemieckich środowisk intelektualnych na zakon karmelitański. W dziele Byt skończony a byt wieczny odwołała się natomiast do stworzonego przez Gertrud obrazu „niewiasty ponadczasowej”.

18 października 1932 roku Edyta polecała utwory Gertrud jako wartościową lekturę dla młodzieży. Cystersce, siostrze Kalikście Brenzing, zaproponowała Papieża z getta jako powieść historyczną, a Chustę Weroniki jako powieść wychowawczą. Rekomendacja ta była znacząca, ponieważ Edyta pozostawała czytelniczką bardzo wymagającą. W książkach Gertrud dostrzegała „żywą literaturę współczesną”, a zarazem twórczość naprawdę wysokiej wartości.

Określenie Chusty Weroniki mianem „powieści wychowawczej” pokazuje, że Edyta widziała w losach Weroniki opowieść o konwersji i duchowym dojrzewaniu: kształtowaniu sumienia, uczeniu się prawdy i rozpoznawaniu własnej drogi. Literatura Gertrud stała się później wspólnym językiem, za pomocą którego Edyta mogła opowiedzieć przyjaciółce także o najbardziej bolesnych sprawach rodzinnych.

W 1933 roku, po dojściu narodowych socjalistów do władzy, Edyta została ze względu na żydowskie pochodzenie zmuszona do przerwania działalności dydaktycznej. Od wielu lat pragnęła życia zakonnego i właśnie wtedy uzyskała zgodę na wstąpienie do Karmelu w Kolonii. Decyzja ta stała się jednak źródłem ogromnego cierpienia dla jej matki, Auguste Stein. Matka nie pogodziła się ani z przyjęciem przez córkę chrztu w Kościele katolickim, ani z wyborem życia klasztornego. Konwersję postrzegała jako odejście od wiary przodków, a Karmel jako ponowną utratę najmłodszego dziecka.

19 września 1933 roku, niespełna miesiąc przed przekroczeniem klauzury, Edyta skierowała do Gertrud bardzo osobisty list. Prosiła ją o modlitwę za matkę: o siłę do zniesienia rozstania i o światło pozwalające zrozumieć decyzję córki. Porównała Auguste Stein do babuni Weroniki z Chusty Weroniki - kobiety silnej, wiernej odziedziczonemu światu wartości i głęboko zakorzenionej w religii przodków. Jedno literackie odniesienie wystarczyło, aby Gertrud mogła zrozumieć charakter matki Edyty i dramat rodzinnego rozstania.

Mimo bólu związanego z odejściem do klasztoru w liście Edyty obecny był głęboki pokój. Zapewniała Gertrud: „Proszę nie myśleć, że Pani cokolwiek traci. Każdy, kto ma miejsce w moim sercu i w moich modlitwach, może tylko zyskać”. Dodawała: „Pani wkrótce się przekona, że kraty wcale nie dzielą”.

Słowa te odsłaniają istotę ich duchowej przyjaźni. Edyta nie uważała klauzury za zerwanie więzi. Była przekonana, że relacja zakorzeniona w Bogu może zostać oczyszczona i pogłębiona, ponieważ osoby bliskie będą odtąd jeszcze pełniej obecne w jej modlitwie. W tym samym liście pytała także o powstające dzieło Gertrud poświęcone istocie kobiety - późniejszą Niewiastę Wieczną. Zaledwie kilka tygodni przed wstąpieniem do Karmelu nadal żywo interesowała się twórczością przyjaciółki.

Edyta przekroczyła próg klauzury 14 października 1933 roku. Trzy dni później ponownie napisała do Gertrud. W „cichej celi” kończyła właśnie lekturę jej tekstów poświęconych Maryi, które weszły następnie do Niewiasty Wiecznej. Obraz ten ma szczególne znaczenie: Edyta rozpoczęła nowe życie za klauzurą, ale to, co w pozostawionym świecie było prawdziwe i duchowo cenne, przekroczyło wraz z nią próg klasztoru. Gertrud poprzez swoje słowo towarzyszyła karmelitance w pierwszych dniach jej powołania.

Edyta dziękowała również za gotowość Gertrud do udzielenia pomocy jej matce. Uważała, że pisarka mogłaby znaleźć z Auguste wspólny język dzięki jej mocnej miłości do Boga i niezachwianej miłości do córki. Nie wywierała jednak na Gertrud żadnego nacisku, a później - widząc rosnący opór matki - wycofała wcześniejszą sugestię spotkania. Nie chciała narażać ani przyjaciółki, ani matki na rozmowę, która mogłaby pogłębić ich cierpienie.

15 kwietnia 1934 roku Edyta otrzymała habit oraz imię Teresa Benedykta od Krzyża. Wkrótce przesłała Gertrud „właściwe zdjęcie oblubienicy” - fotografię wykonaną przed przyjęciem habitu. Pytała jednocześnie o symbol sponsa Christi, Oblubienicy Chrystusa, w przygotowywanym dziele pisarki. To, co Gertrud wyrażała w poetyckich i teologicznych symbolach, Edyta zaczynała urzeczywistniać własnym życiem.

W listopadzie 1934 roku Gertrud odwiedziła Edytę w Karmelu w Kolonii-Lindenthal. Przez dwie godziny rozmawiały przy kracie. Pisarka wspominała później, że podczas spotkania zapytała głęboko zasłoniętą karmelitankę, czy jest w klasztorze szczęśliwa. Mistrzyni nowicjatu uniosła na chwilę welon Edyty. Gertrud ujrzała twarz pełną pokoju, „niemal przemienioną szczęściem”, której rozpromienienie pozostało na zawsze w jej pamięci.

Scena ta stała się najpełniejszym symbolem ich duchowej przyjaźni. Krata pozostała, ale nie przeszkodziła w prawdziwym spotkaniu. Welon zakrywał twarz, lecz gdy został uchylony, Gertrud zobaczyła nie tylko rysy przyjaciółki, lecz także wewnętrzną przemianę dokonaną w niej dzięki odnalezionemu powołaniu. Spełniły się wcześniejsze słowa Edyty: „Kraty wcale nie dzielą”.

Gertrud wyznała później, że tylko dwukrotnie w życiu ujrzała ludzkie oblicze, które poraziło ją jako twarz osoby świętej: oblicze papieża Piusa X i twarz siostry Teresy Benedykty od Krzyża. Rozpoznała świętość Edyty na długo przed Auschwitz, beatyfikacją i kanonizacją - jako całkowite oddanie Bogu promieniujące pokojem.

31 stycznia 1935 roku, bezpośrednio po rekolekcjach wspólnotowych, Edyta napisała kolejny list. Jej lekturą duchową podczas tych dni była wydana w 1934 roku Niewiasta Wieczna. Przyznawała, że książka zajęła w rekolekcjach ściśle określone miejsce i miała dla niej ogromne znaczenie. Następnie stwierdziła, że - poza tym, co najbardziej osobiste - wszystko, co w ostatnich dziesięcioleciach napisano o kobiecie, stało się właściwie zbędne, ponieważ Gertrud sprowadziła poruszane zagadnienia do ich najgłębszych korzeni i umieściła je na właściwym miejscu.

Dla Gertrud Wieczną Niewiastą była Maryja - stworzenie całkowicie otwarte na Boga i zdolne wypowiedzieć wolne, niepodzielne fiat. Oddanie nie oznaczało tutaj bierności ani rezygnacji z wolności, lecz twórczą odpowiedź na łaskę: przyjęcie daru, który następnie staje się darem dla innych.

W Maryi Gertrud odnajdywała potrójny symbol kobiecego powołania: dziewicy, oblubienicy i matki - virgo, sponsa, mater. Nie są to trzy wykluczające się stany życia, ale przenikające się wymiary duchowe. Dziewictwo oznacza niepodzielność serca należącego do Boga; oblubieńczość - zdolność do przymierza i całkowitego daru z siebie; macierzyństwo - gotowość przyjęcia życia, troski o nie oraz duchowej płodności. Macierzyństwo nie ogranicza się zatem do biologii. Może realizować się również w wychowaniu, twórczości, służbie i życiu konsekrowanym.

Ważnym symbolem Niewiasty Wiecznej jest także życie „pod zasłoną”. Zasłona nie oznacza zniknięcia kobiety z życia społecznego ani odebrania jej własnego głosu. Chroni tajemnicę osoby przed uprzedmiotowieniem i przypomina, że człowieka nie można całkowicie odsłonić, wykorzystać ani sprowadzić do pełnionej funkcji. Myśl ta łączy się ze sceną w kolońskiej rozmównicy: Edyta pozostaje osłonięta welonem, a jednak właśnie zza zasłony najpełniej promieniuje prawda jej osoby.

Karmelitanka dostrzegała w tej wizji prawdę odnoszącą się również do własnego powołania. Kobieta rezygnująca z małżeństwa i biologicznego macierzyństwa może stać się dziewicą, oblubienicą Chrystusa i duchową matką. Cisza klauzury nie jest bezpłodnym odcięciem od świata. Edyta wyrażała ufność, że pokój i cisza Karmelu promieniują na świat i wspomagają tych, którzy nadal pielgrzymują.

Pokrewieństwo myśli obu kobiet widać również w odwołaniu Edyty do dzieła Hedwig Conrad-Martius Die „Seele” der Pflanze. Conrad-Martius ukazywała roślinę jako żywą istotę, która kształtuje się od wewnątrz, rozkwita i przekracza siebie przez wydawanie owocu. Edyta uznała ten obraz za doskonały symbol „niewiasty ponadczasowej”, czyli matki, opisanej przez Gertrud. Stała się w ten sposób pośredniczką pomiędzy fenomenolożką przyrody a poetką kobiecej duchowości.

Przyjaciółki realizowały dwa odmienne powołania. Gertrud pozostawała w świecie, spotykała się z czytelnikami, przemawiała publicznie i odbywała wyczerpujące podróże. Edyta dostrzegała, jak wielką ofiarą były te obowiązki dla delikatnej, skupionej wewnętrznie pisarki. Gertrud podejmowała je, ponieważ rozumiała literaturę jako służbę i odpowiedzialność za słowo. Edyta służyła Kościołowi w ciszy Karmelu, Gertrud - poprzez twórczość i publiczne świadectwo.

Jednocześnie Edyta nie uważała początkowo życia w Karmelu za ciężką ofiarę. Pisała, że „życie ofiary” prowadziła wcześniej w świecie, natomiast w klasztorze zdjęto z niej niemal wszystkie ciężary i otrzymała w obfitości to, czego przedtem jej brakowało. Przeczuwała jednak, że kiedyś mocniej doświadczy swojego powołania do Krzyża.

Jej droga spotyka się w tym miejscu z teologią noweli Gertrud Ostatnia na szafocie. Edyta stanowczo zaprzeczała, jakoby sama zainspirowała powstanie utworu. Przyznawała jednak, że rozmawiała z Gertrud przez całe popołudnie o Karmelu, który był wówczas pisarce jeszcze duchowo obcy. Gertrud zbliżyła się do duchowości karmelitańskiej podczas pracy nad nowelą.

Ofiara nie oznacza w tym utworze poszukiwania cierpienia ani budowania heroicznego obrazu siebie. Jest zgodą, aby Bóg rozporządzał życiem człowieka - ofiarą bez heroizmu, składaną pośród nocy, w czystym posłuszeństwie i miłości. Dlatego lęk Blanki de la Force nie przekreśla jej powołania. Łaska nie przemienia jej natychmiast w bohaterkę, ale pozwala jej w chwili próby oddać Bogu również własną słabość.

Podobną gotowość Teresa Benedykta wyraziła 9 czerwca 1939 roku w swoim duchowym testamencie. Przyjmowała śmierć, którą Bóg jej przeznaczy, i ofiarowywała swoje życie za Kościół, oba Karmele, naród żydowski, Niemcy, pokój oraz wszystkich powierzonych jej przez Boga. Gdy narodowosocjalistyczna ideologia coraz brutalniej dzieliła ludzi według rasy i narodowości, ona obejmowała jednym aktem miłości tych, których próbowano sobie przeciwstawić.

Ta sama intuicja powracała w kobiecych bohaterkach Gertrud: w Żonie Piłata, której tytułowa postać składa życie za duchowy ratunek męża; w bohaterce Sądu morza, oddającej życie za dziecko zabójcy własnego brata; oraz w młodej kobiecie z Obcego dziecka, ryzykującej sobą, aby ocalić niewinne życie. Kobieta w twórczości le Fort nie służy śmierci. Nawet pośród przemocy pozostaje powołana do strzeżenia życia, miłości i nadziei.

Po 1935 roku korespondencja obu kobiet stawała się coraz rzadsza. Narastający terror narodowego socjalizmu, a następnie wojna coraz bardziej utrudniały kontakt. O znaczeniu tej relacji świadczy jednak szkic planowanej drugiej części wspomnień Gertrud. Pośród najważniejszych wydarzeń życia pisarki - obok konwersji, spotkań z wielkimi myślicielami, narodowego socjalizmu i wojny - znalazło się hasło: „Spotkanie z Edith Stein”. Druga część wspomnień nigdy nie powstała, lecz sam plan pokazuje, że Edyta nie była dla Gertrud jedną z wielu poznanych osób. Spotkanie z nią należało do doświadczeń, poprzez które pisarka rozumiała własne życie.

Możliwe echo losu Edyty odnajdujemy również w późnym opowiadaniu Gertrud Córka Jeftego. Jego bohaterka, Mikal, jest córką żydowskiego lekarza, który pozostaje w chrześcijańskim mieście zagrożonym epidemią, chociaż pozostali Żydzi zostali z niego wypędzeni. Mikal umiera jako niewinna ofiara, lecz jej śmierć zapoczątkowuje przemianę: prowadzi do przezwyciężenia zemsty i wspólnej służby cierpiącym. Gertrud ukazuje, że ofiara może przerwać dziedziczenie nienawiści.

2 sierpnia 1942 roku siostra Teresa Benedykta od Krzyża została aresztowana w holenderskim Karmelu w Echt razem ze swoją siostrą Różą. Po przejściu przez obozy w Amersfoort i Westerbork obie zostały deportowane do Auschwitz-Birkenau, gdzie 9 sierpnia poniosły śmierć w komorze gazowej.

Gertrud nigdy więcej nie zobaczyła twarzy, której rozpromienienie tak głęboko zapamiętała. Pozostała jednak przekonana, że Teresa Benedykta ofiarowała swoje cierpienie i śmierć również za naród żydowski. W jej losach oraz w literaturze Gertrud von le Fort spełniło się wspólne im spojrzenie na historię: noc nie otrzymuje ostatniego słowa, jeżeli człowiek odpowiada na nią wiarą, modlitwą i miłością.

Najtrafniejszym symbolem ich więzi pozostaje scena z kolońskiej rozmównicy: krata, uchylony welon i twarz przemieniona szczęściem - oblicze przyjaciółki, w którym Gertrud von le Fort rozpoznała świętość.

© Anna Maternowska-Frasunkiewicz 2026
Carmelitanum, 9 sierpnia 2026 roku.




Komentarze

Polecane posty

Copyright © Mama lingwistka