Książka, która stała się punktem zwrotnym w życiu Sigrid Undset - tłumaczenie eseju
Chciałabym podzielić się z Wami jednym z ciekawszych tekstów Undset, które można odczytać jako genezę Krystyny, córki Lavransa. Mamy tu właściwie jej własną deklarację literacką: od dziesiątego roku życia fascynowały ją nie „dekoracje” dawnej Północy, lecz psychologia ludzi żyjących w świecie, w którym stare zobowiązania zderzają się z sumieniem i nową, chrześcijańską moralnością.
To dokładnie ten problem, który później staje się jednym z fundamentów Krystyny: pragnienie jednostki – powinność wobec rodu – sumienie – grzech – chrześcijańska norma moralna.
Undset sama odrzuca traktowanie sag jako folklorystycznej ciekawostki. Interesuje ją człowiek, którego natura się nie zmienia, choć zmieniają się społeczeństwa. To bardzo dobrze tłumaczy, dlaczego bohaterowie Krystyny nie sprawiają wrażenia muzealnych „ludzi średniowiecza”, lecz psychologicznie żywych ludzi.
A początek eseju daje do tego niezwykle osobisty obraz: dziesięcioletnia Sigrid leżąca w trawie, tak pochłonięta Sagą o Njálu, że musi odłożyć książkę i ukryć twarz w trawie, bo opisywane wydarzenia widzi zbyt wyraźnie. Właściwie w tym obrazie można już zobaczyć przyszłą autorkę Krystyny.
Zapraszam do lektury:
„Książka, która stała się punktem zwrotnym w moim życiu”
Wszystkie książki na półkach mojego dziadka były oprawione w czarną skórę i czarny marmurkowy papier. Duże, średnie i małe tomy nie wyglądały więc szczególnie zachęcająco. Ale mając dziesięć lat, byłam już zapaloną pożeraczką książek. A stary dwór oferował wręcz niewyczerpane bogactwo kryjówek, w których można było zaszyć się z ciekawą książką, bezpiecznie poza zasięgiem dorosłych – podczas długich, gorących letnich dni i jasnych, przesyconych różową poświatą letnich wieczorów, pachnących sianem i krowami, z powietrzem rozbrzmiewającym muzyką koników polnych.
Była tam stara stodoła, altana w ogrodzie za domem oraz łąka, na której w dawnych czasach dziewczęta bieliły len, zanim gospodarstwo Vollan zostało przekształcone w zakład pracy przymusowej dla włóczęgów i lekkomyślnych dziewcząt z Trondheim, pozostający pod nadzorem mojego pobożnego dziadka.
Mimo wszystko zabrałam się więc do przeszukiwania jego półek. Tomy zbiorów kazań, roczniki czasopisma misyjnego, zbiory krótkich opowiadań o bardzo wyraźnym moralizatorskim charakterze.
– Zastanawiam się, czy to nie będzie bardziej w twoim guście, Sigrid – powiedział kancelista, pan Mork.
Niewielki tomik, który wyciągnął spod stosu ksiąg rachunkowych, wyglądał równie czarno i ponuro jak reszta domowej biblioteki. Musiałam chyba wyglądać na dość zdezorientowaną, kiedy przeczytałam na stronie tytułowej: Saga o Njálu, bo zachichotał:
– Spróbuj tej, moja dziewczynko, a zobaczymy, czy jesteś już wystarczająco duża, żeby coś z niej zrozumieć.
Po takim wyzwaniu nie mogło być oczywiście mowy o poddaniu się, chociaż na początku lektura sagi o Njálu była dość trudna. Ale nie trwało to długo. Dobrze ukryta wśród niskich zarośli za południową łąką, wkrótce pogrążyłam się w opowieści o dawnej Islandii tak całkowicie, że zapomniałam zarówno o porze podwieczorku, jak i o tym, że babcia miała jechać do miasta, do sklepów i z wizytami.
Nie pragnęłam niczego innego, jak tylko tego, by pozwolono mi pozostać w spokoju z tą książką, która otworzyła przede mną nową i cudowną rzeczywistość.
Czytałam o synach Njála, którzy wpadli w zasadzkę swoich wrogów w korycie rzeki: Skarphedin zjeżdża po zamarzniętej Markarfljót, ktoś rzuca przed niego tarczę, aby się potknął – on przeskakuje nad nią i w tej samej chwili wbija topór w czaszkę człowieka stojącego najbliżej, po czym ślizga się dalej niczym ptak w locie.
Musiałam odłożyć książkę i ukryć twarz w trawie. Widziałam to tak wyraźnie, że aż bolało.
Skarphedin – o czarnych włosach i bladej twarzy, pięknych oczach i brzydkich ustach; porywczy i nieprzewidywalny, gwałtowny, pełen niejasnego żalu do życia – oczywiście mała dziewczynka nie była w stanie pojąć mistrzostwa dawnego autora sagi w kreśleniu obrazu tak tragicznego losu i tak skomplikowanej duszy. A jednak ta mała dziewczynka, siedząca w pachnących latem zaroślach, przeczuwała już coś z tych uczuć, które sprawiają, że dorosłe kobiety wiążą swój los z utalentowanymi „wyrzutkami” i neurotykami.
Jako córka archeologa i jego mała towarzyszka nie byłam zresztą zupełnie obca światu sag. Dość dobrze znałam historię mojego kraju, a to właśnie ja zajmowałam się „muzeum taty”. Od najmłodszych lat widziałam i trzymałam w dłoniach narzędzia oraz przedmioty należące do wikingów.
Teraz łatwo było mi wyobrazić sobie te łańcuchy i zapinki spoczywające na piersi pięknej i złej Hallgerdy albo wiernej i niezłomnej żony Njála; zardzewiałe miecze – jako nowe, o ostrych krawędziach, splamione zakrzepłą krwią, z rękojeścią wciąż ogrzaną dłonią Skarphedina.
Kiedy po wakacjach w Trondheim wróciliśmy do domu, ojciec pozwolił mi czytać mu na głos niektóre z sag. Była to ostatnia zima jego życia i nie mógł już opuszczać swojego pokoju. Jeszcze dzień przed jego śmiercią czytałam mu – była to Saga o Håvardzie z Isfjordu. Być może dlatego dopiero wiele lat później zdałam sobie sprawę, że Saga o Håvardzie nie należy do najlepszych.
Mimo że sama w pewnym sensie byłam przygotowana do czytania sag już w młodym wieku, sądzę, że te opowieści ze średniowiecznej Islandii mogą być z przyjemnością czytane także w tym kraju, w Ameryce, i to w znacznie większym stopniu niż dotychczas. Wyobrażenie, które może odstraszać czytelników od sag – że są one rodzajem folkloru, nudnymi opowieściami przeznaczonymi dla garstki przesadnie intelektualnych ludzi – jest całkowicie fałszywe.
Romantyczne przekonanie zakładało, że dawna literatura, podobnie jak pieśni ludowe, zawsze była wyrazem czegoś, co nazywano duszą narodu. Dawniej potrzeba tworzenia, którą uważa się za siłę napędową poetów, miała być niczym snop promieni rozchodzących się nad całymi rasami i narodami, by później rozdzielić się na pojedyncze języki ognia i zstąpić na indywidualnych poetów.
Niemieccy uczeni – którzy skądinąd wykonali ogrom znakomitej pracy w dziedzinie filologii nordyckiej – z upodobaniem głosili teorię, według której literatura islandzka była wyrazem ducha rasy nordyckiej; rasy, do której ci najbardziej zakochani w tej idei uczeni zaliczali również Niemców, choć w żadnym razie nimi oni nie są. Plemiona germańskie, które przybyły gdzieś z głębi Azji, nie były bowiem tożsame z ludami nordyckimi. Niektóre osiedliły się w Europie Środkowej i wymieszały z plemionami celtyckimi i słowiańskimi. Inne zamieszkały na wybrzeżach Bałtyku i północnego Atlantyku i stały się żeglarskimi ludami Północy.
W tym sensie, że sagi nie mogły powstać nigdzie indziej niż w społeczności wolnych ludzi, namiętnie przywiązanych do ziemi, którą uprawiali, a zarazem przez ubóstwo tej właśnie ziemi zmuszanych do podróży po całej Europie – jako kupcy, jako wikingowie, a w końcu jako pielgrzymi i studenci – są one w swej najgłębszej istocie ukształtowane przez ducha Północy.
Ale nie są ani germańskie, ani nordyckie, ani norweskie – dawna literatura islandzka jest islandzka, a sagi są dziełami indywidualnych autorów.
Niektórzy z nich byli ludźmi wykształconymi, a zarazem wielkimi artystami, jak najsłynniejszy z nich wszystkich, Snorri Sturluson. Niektórzy z nich byli ludźmi wykształconymi, a zarazem wielkimi artystami, jak najsłynniejszy spośród nich, Snorri Sturluson. Inni byli bardzo utalentowanymi opowiadaczami, którzy potrafili nadać swoim dziełom dziki patos tragedii albo szorstki humor, bądź oczarować czytelnika przedstawieniami wielkich czy fascynujących osobowości. Jeszcze inni byli znacznie mniej utalentowani.
Wiele rodzinnych tradycji i opowieści krążących po wsiach o potężnych i niezwykłych ludziach dawnych czasów przedostało się do sag. Jednak przekazywana ustnie opowieść ludowa operuje typami, nie zaś portretami silnie zindywidualizowanych i złożonych osobowości, ich tragediami i konfliktami.
Skarphedin, nieustannie rozdarty wewnętrznie i w końcu znajdujący się na skraju załamania nerwowego, od którego uwalnia go dopiero śmierć; historia miłosna w Sadze o rodzie z Laxdalu – namiętność Kjartana do Gudrun i jego rycerska czułość wobec młodej dziewczyny, którą poślubił, aby zranić Gudrun, ta bowiem wyszła za jego kuzyna; subtelnie zarysowane uczucia tego kuzyna, który zawsze pozostaje drugim z tych dwóch mężczyzn, a jednak wykazuje taką stałość zarówno w miłości, jak i w nienawiści, że czyni go ona silniejszym od olśniewającego Kjartana; wreszcie opowieść o Hørdzie Grimkjellsonie – tak pięknym i dzielnym, a przecież posiadającym ukrytą skazę charakteru, która przesądziła o jego losie, tak że kończy jako przywódca całej islandzkiej hołoty, zamiast samemu nią kierować, pozwala się prowadzić swoim nędznym ludziom.
Cała ta przenikliwa psychologia i nieuchronność tragedii z pewnością nie zostały zaczerpnięte z opowieści starych mężczyzn i kobiet snutych przy palenisku. Podobnie jak przewrotny humor i cyniczna wiedza o pożądliwości oraz próżności, która wpada we własne sidła, dzięki którym Saga o sprzymierzeńcach jest tak znakomitą lekturą.
Chrześcijaństwo i narodziny literatury islandzkiej
Islandzkie sagi powstały ze spotkania ludu żyjącego w bardzo szczególnych warunkach z prądem kulturowym, który w określonym momencie był wspólny całej Europie.
Dawna kultura germańska była całkowicie niepiśmienna – do tego stopnia, że choć plemiona germańskie przez stulecia posiadały alfabet znaków pisarskich zapożyczonych z greki i łaciny, nigdy nie przyszło im do głowy, aby rozwinąć pismo runiczne w spójny system pisma, którym można byłoby posługiwać się do zapisywania historii albo opowieści.
Run używano do wycinania magicznych inskrypcji na kamieniach nagrobnych, broni i ozdobach, a człowiek, który władał runami, był czarownikiem.
Kiedy ludy północnej Europy przyjęły chrześcijaństwo, wszystko się zmieniło.
Młodzi ludzie, którzy zamierzali wstąpić do stanu kapłańskiego nowej religii, musieli nauczyć się korzystać z ksiąg liturgicznych Kościoła katolickiego. Podróżowali do Anglii, Italii, Niemiec lub Francji, aby zdobyć wykształcenie. Uczony Sæmund Mądry studiował w Paryżu, a na swoim gospodarstwie na Islandii założył słynną szkołę, w której wykształcenie otrzymał Snorri Sturluson.
Bardzo wielu innych młodych chłopców, którzy wcale nie zamierzali zostać kapłanami, również trafiało do tych szkół kościelnych, katedralnych, a później klasztornych. Początkowo pisali oczywiście po łacinie. Najstarsze norweskie przekazy historyczne, podobnie jak słynna stara kronika duńska, zostały napisane po łacinie.
Szczęściem dla krajów nordyckich było jednak to, że zostały schrystianizowane tak późno, iż kiedy nagle w całej chrześcijańskiej Europie rozkwitła literatura w językach narodowych, Islandczycy zachowywali jeszcze całkowicie żywą pamięć o przeszłości swojego ludu – o czasach, kiedy Islandię zasiedlili niezależni Norwegowie, którzy opuścili ojczyznę, ponieważ nie chcieli podporządkować się prawom narzuconym im z góry przez króla zamiast tym, które sami sobie ustanowili jako wyraz własnego pojmowania prawa i sprawiedliwości – tak jak od niepamiętnych czasów czynili to żeglujący po morzach mieszkańcy Północy.
Wykorzystali więc to, czego nauczyli się w szkołach łacińskich, aby utrwalić na pergaminie poematy o dawnych nordyckich bogach i bohaterach, rozprawy naukowe oraz sagi – obejmujące wszystko: od wiarygodnych dziejów krajów Północy, poprzez mniej lub bardziej zmyślone historie o przodkach, aż po całkowicie romantyczne i fantastyczne opowieści należące do wspólnego dziedzictwa europejskiego, takie jak historie o Merlinie czy Tristanie i Izoldzie.
Dlaczego sagi pozostają żywe?
Rzeczą niezwykłą jest to, że te islandzkie sagi rodowe są wciąż tak żywe. Powstały w tym samym czasie co francuskie i niemieckie romanse rycerskie, a ich ramy stanowi również średniowieczne społeczeństwo, które już dawno przestało istnieć.
Jednak podczas gdy napięcie w romansach rycerskich opiera się na obyczajach i konwencjach określonej warstwy społecznej, która od dawna już nie istnieje, namiętności i konflikty napędzające akcję sag są uniwersalnie ludzkie, mają nieprzemijającą naturę. W społeczeństwach o odmiennej strukturze przebieg wydarzeń może wyglądać zupełnie inaczej, ale siły, które nimi kierują, są częścią naszej wspólnej ludzkiej natury.
Motywem powracającym nieustannie w większości sag jest konflikt między skłonnościami człowieka a jego przekonaniami, między jego sumieniem a nakazami moralnymi jego otoczenia.
Nie jest to zapewne coś, co wywodziłoby się z epoki wikingów – wiele sag zostało spisanych w islandzkich klasztorach albo przez duchownych.
Ludy Północy potraktowały nową wiarę poważnie, nie tylko jej stronę intelektualną. Żyły jednak w społeczeństwie, którego struktura i kodeks moralny nadal pozostawały przedchrześcijańskie.
Najważniejszym przykazaniem dawnej, pogańskiej moralności była wierność rodowi.
Można by przypuszczać, że ten silnie zorganizowany związek krwi – w którym pierwszym obowiązkiem silnych i bogatych była ochrona członków rodziny, w którym pechowcy, starcy i pozbawieni rodziców mieli zapewnioną pomoc i schronienie w obrębie rodu, a blask czy sława otaczające jednego człowieka opromieniały cały ród – dawał jednostce poczucie bezpieczeństwa i zwiększał radość życia.
Ale w sagach wcale tak nie jest.
Niemal bez wyjątku ukazują one tę wzajemną zależność w obrębie rodu z punktu widzenia mężczyzny lub kobiety, których ona ogranicza, albo których właśnie przez tę zależność zmusza się do znalezienia się w nieszczęśliwych, tragicznych czy wręcz groteskowych sytuacjach.
Opowiadają o odwiecznym konflikcie między pokoleniami – o ojcach i synach, którzy nie lubią się nawzajem albo sobą gardzą; o sporach i niechętnej solidarności między braćmi czy szwagrami, których nic ze sobą nie łączy poza narzuconym im obowiązkiem trzymania się razem; o zamężnych kobietach, które czują się równie mocno związane z ojcami i braćmi jak ze swoimi mężami, przez co, kiedy wybucha wrogość między rodem, w którym kobieta się urodziła, a tym, do którego weszła przez małżeństwo, jej położenie staje się tragiczne.
Wierność rodowi narzuca człowiekowi obowiązek uczestniczenia w krwawych waśniach, których sam nie wszczął. W społeczeństwie pozbawionym prawodawstwa był to jednak jedyny sposób, za pomocą którego można było wymusić wykonywanie wyroków wśród ludu, który wykształcił organy stanowienia prawa i wydawania orzeczeń sądowych, lecz nie posiadał organów egzekwowania prawa. Człowiek, który wygrał swoją sprawę na thingu, musiał sam dopilnować wykonania wyroku, a do tego potrzebował pomocy całego swojego rodu.
Obowiązek ten mógł zmusić poganina do czynienia wielu rzeczy, o których sam wiedział, że są niesprawiedliwe – i które pozostawały w sprzeczności z jego nowymi, chrześcijańskimi przekonaniami. Niejeden człowiek cierpiał, ponieważ pragnął móc uchylić się od obowiązku uczestnictwa w takich wyprawach.
To właśnie tego rodzaju konflikty autorzy sag często wydobywają z opowieści o dawnych czasach.
Nieustannie powracającym motywem jest dylemat, przed którym staje człowiek prawy i uczciwy, będący głową swego rodu i swojej społeczności. Pragnie on, aby ród pozostawał pod jego zwierzchnictwem w jego małym królestwie, i stara się pomagać wszystkim zależnym od niego w pokojowym pomnażaniu dobrobytu.
Ale ma brata, syna albo bratanka – człowieka brutalnego lub buntowniczego, albo po prostu awanturnika – który wszczyna spory na prawo i lewo w całej okolicy, dopuszcza się przemocy, grabieży i zniewag wobec każdego, kto w taki czy inny sposób ściągnął na siebie jego niechęć.
Jego dobry i prawy krewny próbuje przemówić mu do rozsądku, przekonać go i ostrzec. Nie może jednak odmówić swemu krewniakowi wsparcia, nawet jeśli boleje nad tym, że musi sprzyjać niesprawiedliwości i chronić winnego przed niewinnymi, których ten krzywdzi.
Ponieważ głównym motywem sag jest właśnie ten odwieczny konflikt między sumieniem człowieka a jego otoczeniem, a niektóre z nich zostały opowiedziane z tak doskonałym mistrzostwem, uważam, że fakt, iż rozgrywają się w świecie, który już przeminął, jedynie jeszcze wyraźniej uwydatnia to, że dotyczą samych podstaw ludzkiego życia – przynajmniej w naszej zachodniej cywilizacji, która opiera się na religijnej interpretacji życia, zarówno przedchrześcijańskiej, jak i chrześcijańskiej.
Saga o Njálu zawsze była uznawana za arcydzieło pośród sag i jest zarazem najbogatszym oraz najbardziej różnorodnym studium wszystkich typowych motywów sagowych.
Pod względem czysto artystycznym krótka Saga o Hrafnkelu, kapłanie Freja jest wśród nich prawdziwym klejnotem.
Mnie osobiście najdroższe są sagi o Gíslem Súrssonie i Hørdzie Grimkjellsonie – tak przejmująco piękne.
Komentarze
Prześlij komentarz