Czy kultura może nie być chrześcijańska?
Gertrud von le Fort, jedna z najznakomitszych pisarek XX wieku, pisała z proroczą jasnością:
„Kultura, która konsekwentnie odmawia uznania Boga za swoje najwyższe prawo i cel, musi ostatecznie zaakceptować Go jako swego sędziego i swój koniec”.
Tego dziś doświadczamy. Kultura, która nie służy Bogu, nie służy już człowiekowi. Przestaje być kulturą, staje się antykulturą. Nie szuka prawdy, dobra i piękna — lecz prowokacji, rozpadu i nihilizmu.
W muzeum na miejscu dzieł mistrzów pojawiają się prowokacje: budka telefoniczna wbita w ziemię, garść rozkruszonej cegły jako „dialog graniczny” między narodami. W literaturze obserwujemy dominację języka prostackiego, zubożonego, który nie chce podnosić czytelnika, lecz się do niego „dostosować”. Dzieło ma nie poruszyć duszy, lecz przypodobać się ciału. Ma być łatwe, krótkie, szybkie – jak post, czy relacja, która znika po 24 godzinach.
W tym świecie kobiecość nie oznacza już piękna, delikatności, duchowej głębi. Ma być „równa” mężczyźnie, czyli odarta z macierzyństwa i czystości.
Kultura pozbawiona kobiecości staje się brutalna, zimna, bezpłodna.
Dlatego dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy kobiecego pierwiastka kultury — nie ideologicznie rozumianej kobiecości, lecz tej głęboko zakorzenionej w duchowości: Maryjnej, ofiarnej, pięknej.
Z tego powodu tłumaczę Gertrud von le Fort. Bo chcę odbudowywać kulturę. Nie przeciw komuś – lecz dla Kogoś. Dla Boga.
Jej dzieła przywracają kulturze to, czego ta najbardziej dziś potrzebujemy: sumienie, piękno i sens.
Nie wierzę w „sztukę neutralną”. Kultura zawsze komuś służy.
Jeśli nie życiu — to śmierci.
Jeśli nie miłości — to nicości.
Jesli nie pięknu - to brzydocie.
Jeśli nie Bogu - to komu???
Kultura jest walką duchową. To element walki o duszę. O duszę kobiety, duszę człowieka, duszę świata.
Komentarze
Prześlij komentarz