Kobieca droga rozwoju według Jadwigi Zamoyskiej
Kobieca droga rozwoju według Jadwigi
Zamoyskiej (streszczenie wykładu)
Współczesna rozmowa o rozwoju kobiety bardzo często obraca się wokół
jednego słowa: szczęście. Kobieta ma być spełniona, zadbana, świadoma
swoich potrzeb, stawiająca siebie w centrum własnego życia. Powtarza się, że
tylko szczęśliwa kobieta może stworzyć szczęśliwą rodzinę. Rzadziej natomiast
pada pytanie odwrotne: czy i w jaki sposób szczęście relacji, wspólnoty i
codziennej odpowiedzialności może stać się źródłem szczęścia samej kobiety?
Ta zmiana perspektywy dotyka samego rozumienia
rozwoju. Dawniej był on pojmowany jako proces długotrwały, wymagający wysiłku,
pracy nad sobą i podporządkowania własnych pragnień obiektywnemu dobru.
Szczęście nie oznaczało chwilowego komfortu, lecz było owocem wewnętrznego
ładu, sensu i wierności wartościom. Dziś natomiast bywa redukowane do
subiektywnego dobrostanu, intensywności doznań i emocjonalnej satysfakcji.
Rozwój coraz częściej staje się projektem skoncentrowanym na „ja” – na
realizacji osobistych potrzeb i ambicji – a relacje, rodzina czy zobowiązania
moralne oceniane są przez pryzmat tego, czy sprzyjają indywidualnemu poczuciu
szczęścia. W tym kontekście myśl Jadwigi z Działyńskich Zamoyskiej brzmi
zaskakująco świeżo.
Jadwiga Zamoyska (1831–1923) była kobietą
niezwykłej siły duchowej. Wychowana w głęboko patriotycznym domu, od
dzieciństwa doświadczała tułaczki, strat i niepewności związanych z represjami
po powstaniu listopadowym. Uczono ją, że miłość Ojczyzny zaczyna się od sumiennie
spełnianych codziennych obowiązków: pracy, gospodarności, samodyscypliny.
Patriotyzm był stylem życia.
Jej młodość, małżeństwo z generałem Władysławem
Zamoyskim, macierzyństwo oraz bolesne doświadczenia śmierci najbliższych stały
się dla niej szkołą zaparcia się siebie. Sama pisała, że jej życie polegało na
„ciągłym wyrywaniu z korzeniami tego, co miłe sercu”. Z tych doświadczeń
zrodziło się przekonanie, że przyszłość rodziny, Kościoła i narodu zależy w
dużej mierze od formacji kobiet. Nie chodziło jej o kształcenie salonowych
elit, lecz o wychowanie kobiet zdolnych do świętości w codzienności.
Owocem tej wizji było powstanie Szkoły Domowej
Pracy Kobiet – dzieła świeckiego, a jednocześnie głęboko chrześcijańskiego.
Program wychowania opierał się na trzech filarach: pracy duchowej, umysłowej i
fizycznej. Ich symbolem stały się: krzyż, księga i kądziel – znak harmonii
ducha, intelektu i codziennej pracy.
Szczególne miejsce w dorobku Zamoyskiej zajmuje
książka O pracy (1900). Jest to refleksja nad pracą jako drogą formacji
człowieka. Zamoyska pokazuje, że praca ma nie tylko wymiar zewnętrzny (zadania,
efekty, wytwory), ale przede wszystkim wymiar podmiotowy: to człowiek jest jej
centrum i celem. Praca ma nie tylko „coś zrobić” w świecie – ona ma kształtować
osobę.
Dlatego tak często podkreśla, że nie wielkość
zadania czyni człowieka wielkim, lecz człowiek może nadać wielkość każdej pracy
– nawet tej najmniejszej i niewidocznej. Jej wychowanki wspominały, że w
Zakładzie odkrywały rzecz rewolucyjną: miłować Boga to służyć Bogu, a służyć
Bogu to wypełniać jak najlepiej codzienny obowiązek. Nie chodziło o „rzeczy
wielkie”, lecz o wierność w rzeczach małych.
Centralnym elementem tej wizji jest tzw. trójpraca.
Pierwszy wymiar to praca fizyczna. Daje ona
kontakt z rzeczywistością, uczy realizmu, tłumi marzycielstwo. Pomaga walczyć z
biernością i apatią, a jednocześnie uczy systematyczności i dokładności. Jej
owoce widać natychmiast. Ma też głęboką wartość wychowawczą.
Drugi filar to praca umysłowa – stałe
kształcenie intelektu. Zamoyska rozumiała ją szeroko: jako rozwój wiedzy,
ćwiczenie myślenia, kontakt z literaturą, sztuką, filozofią. Ostrzegała przed
„rdzewieniem” umysłu po zakończeniu formalnej edukacji. Podkreślała też ogromny
wpływ poziomu intelektualnego matek i wychowawczyń na młode pokolenie.
Trzeci wymiar to praca duchowa – praca nad
wolą, sumieniem i charakterem. Obejmuje modlitwę, rachunek sumienia, walkę z
wadami i rozwijanie cnót. Bez niej, pisała Zamoyska, człowiek rozpada się
wewnętrznie: sprawy ziemskie albo go przygniatają, albo pochłaniają. Dopiero
praca duchowa przywraca właściwe proporcje i nadaje codzienności sens.
Te trzy wymiary nie mogą istnieć osobno. Człowiek
jest całością i tylko ich harmonia prowadzi do dojrzałości. W centrum programu
Zamoyskiej stoi formacja woli. Nie emocje, nie nastroje, nie wielkie plany,
lecz cicha, wytrwała wierność w drobiazgach. Każde zadanie należy wykonywać
dokładnie, we właściwym czasie i w odpowiedni sposób. To właśnie w takich
aktach codziennej staranności kształtuje się wola.
Propozycja Zamoyskiej wyraźnie różni się od
współczesnego self-helpu. Nie obiecuje szybkich efektów ani życia bez trudu.
Nie zaczyna się od „ja”, lecz od prawdy o człowieku przed Bogiem. Nie stawia w
centrum komfortu, lecz odpowiedzialność.
Zamoyska kierowała swoje rozważania szczególnie do
kobiet, wiedząc, że to one często łączą w swoim życiu wiele światów: rodzinę,
pracę, Kościół i działalność społeczną. Pokazywała, że praca kobiety, zwłaszcza
w rodzinie, nie jest „mniejsza”, lecz ma głęboki sens duchowy i społeczny.
Jednocześnie podkreślała potrzebę roztropnego rozeznania własnego powołania i
wysoko ceniła kobiecą aktywność na polu naukowym, wychowawczym i społecznym.
Jej duchowy testament można streścić w
prostych słowach: zdobywać Ojczyznę wieczną, służąc po Bożemu Ojczyźnie
doczesnej – a Ojczyznę doczesną podźwigać potrójną pracą: duchową, umysłową i
fizyczną.
To wizja pracy, która nie wypala, ale buduje.
Wizja rozwoju, który nie zamyka w sobie, lecz prowadzi ku Bogu, ku innym i ku
dobru wspólnemu. I może właśnie dlatego, po ponad stu latach, myśl Jadwigi
Zamoyskiej wciąż pozostaje tak aktualna – bo przypomina, że świętość,
dojrzałość i prawdziwe szczęście rodzą się nie w wyjątkowych momentach, lecz w
zwyczajnej codzienności.
Kobieca droga rozwoju w praktyce. Praca
nad sobą według Jadwigi Zamoyskiej (streszczenie wykładu)
Drugi wykład prowadzi nas krok dalej: od ogólnej wizji rozwoju do konkretu.
Jeśli w pierwszym spotkaniu pojawiła się myśl o harmonii trzech wymiarów życia
(praca fizyczna, umysłowa i duchowa), tutaj Zamoyska pokazuje, jak ta harmonia
wygląda w praktyce i dlaczego bez niej kobieta łatwo traci wewnętrzny porządek,
radość oraz wolność.
Zamoyska mówi wprost: świat często pogardza pracą
ręczną. Traktuje ją jak coś niższego, jak zajęcie „dla tych, którzy muszą”. A
skoro świat tak myśli, to nic dziwnego, że my zaczynamy myśleć podobnie. Ciało
buntuje się przeciw wysiłkowi, a pycha podpowiada: „to nie dla mnie”. I wtedy
pada myśl mocna, niemal prowokacyjna: praca ręczna bywa trudna także dlatego,
że… otwiera niebo. Skoro otwiera niebo, nieprzyjaciel zbawienia robi
wszystko, by wzbudzić w nas niechęć do tego, co zwyczajne i wymagające.
Zamoyska dotyka tu czegoś niezwykle aktualnego:
kulturowego wstydu wobec prostoty. Z jednej strony lubimy powtarzać: „korona z
głowy nie spadnie”, z drugiej — całym stylem życia temu przeczymy. Wstydzimy
się prac, które wymagają cierpliwości, systematyczności i dokładności.
Tymczasem ona odwraca perspektywę i przypomina rzecz bardzo biblijną: Bóg
stworzył świat „według miary, wagi i porządku”. Wszystko, co stworzył, było
dobre, właśnie dlatego, że było uporządkowane. Skoro Bóg nie brzydził się
materią, skoro sam „pracował” jako Stwórca, to dlaczego człowiek miałby
wstydzić się pracy rąk?
W tym miejscu Zamoyska formułuje jedną z głównych
zasad: szacunek do pracy rodzi się z jej doskonałości. Im dokładniej coś
wykonujemy, tym bardziej zaczynamy tę pracę szanować. A im bardziej ją
szanujemy, tym lepiej ją wykonujemy. Pogarda dla pracy nie jest więc oznaką
wyższości, lecz znakiem niskiego poziomu moralnego.
Jednocześnie Zamoyska ma w sobie realizm i
nadzieję. Widzi w Polkach potencjał, który może stać się drogą odrodzenia: poczucie
piękna. Może nie zawsze umiemy pracować dokładnie, ale mamy wrażliwość
estetyczną. A piękno jest owocem ładu. Co robione z ładem, staje się ładne; co
robione chaotycznie, to niszczeje. Zamoyska daje obraz, który zostaje w
pamięci: ul pszczeli. Komórki nie powstały po to, by były piękne, a jednak są.
Dlaczego? Bo są doskonałe w swojej funkcji, symetryczne, dokładne. Piękno
pojawia się jako skutek staranności, nie jako cel sam w sobie. A tam, gdzie nie
da się stworzyć piękna materialnego, można stworzyć piękno moralne: przez
sumienność, dokładność, wierność.
Ten wątek prowadzi do bardzo praktycznej
obserwacji: łatwo jest zrobić coś odświętnie, efektownie, jednorazowo:
udekorować dom na uroczystość, przygotować bukiet, „zrobić wrażenie”. Trudniej
utrzymać codzienny porządek. Zamoyska pokazuje, że rozwój nie dokonuje się w
momentach wyjątkowych, lecz w codziennej konsekwencji.
Praca ma sens wtedy, gdy jest mądra
Zamoyska mówi rzecz nieoczywistą: nie każda pracowitość jest cnotą.
Można narobić się dla próżności. Można działać z łakomstwa, mnożyć rzeczy
niepotrzebne, marnować czas i środki, a na końcu być zmęczoną i rozdrażnioną. Dlatego
uczy zadawania prostych, ale kluczowych pytań:
- czy to ma
realny użytek?
- czy to buduje porządek?
- czy to służy zdrowiu?
- czy to jest oszczędne?
Przykład kuchni jest tu szczególnie wymowny:
zamiast mnożyć przysmaki, lepiej nauczyć się mądrze wykorzystywać produkty i
robić proste rzeczy dobrze, zdrowo, oszczędnie. W tej perspektywie praca ma
przynosić korzyść moralną i materialną — nie tylko „zajmować czas”.
Moment próby: kiedy przychodzi zniechęcenie
Zamoyska jest przy tym realistką: wie, że praca wychowawcza i formacyjna
bywa niewdzięczna. Że przychodzą dni monotonne: zmęczenie, zima, brak owoców,
trudni ludzie, ciągłe poprawianie, powtarzanie, walka z lenistwem i
nieporządkiem. I mówi wprost: nadejdzie pokusa, żeby to wszystko rzucić. Pojawi
się myśl: „to bez sensu”, „to mnie przerasta”, „to daremne”.
W tym momencie Zamoyska przechodzi do sedna: ani
sama ręka, ani sam rozum nie pokonają tej pokusy. Potrzeba pracy wewnętrznej
— duchowej. To ona daje siłę do wytrwania. To ona pozwala zobaczyć własny
trud w świetle Krzyża Chrystusa i złączyć drobne codzienne ciężary z
cierpieniem tych, którzy dźwigają dużo więcej. Tam, gdzie duch zwycięża, praca staje
się drogą życia.
Praca umysłowa: dlaczego kobieta nie może jej
zaniedbać
Kolejny krok jest logiczny: czy można dobrze pracować rękami, jeśli nie
pracuje umysł? Zamoyska odpowiada jednoznacznie: nie. Praca ręczna uczy
porządku, ale praca umysłowa uczy myślenia, rozeznawania, planowania, widzenia
całości. Bez niej łatwo popaść w rutynę.
Zamoyska zauważa coś zaskakująco współczesnego:
kobiety coraz częściej kończą szkoły, zdają egzaminy, uczą się wielu
przedmiotów, a mimo to owoce bywają mizerne. Dlaczego? Bo szkoła często nie
robi trzech rzeczy:
- nie budzi
zamiłowania do pracy umysłowej,
- nie
wzbudza potrzeby dalszej nauki,
- nie daje
podstaw do samodzielnego uczenia się.
I stawia pytania, które brzmią jak diagnoza naszych czasów: czy wiele jest
kobiet, które potrafią ogarnąć codzienne sprawy wymagające myślenia i
samodzielności? Korespondencję, urzędy, rachunki, domowy budżet, rozmowę z
fachowcami, czytanie dokumentów i rozumienie tego, co się podpisuje? Zamoyska
mówi: często nie, bo w młodości uczymy się szybko i powierzchownie, a potem
przestajemy. Wtedy pojawia się lenistwo umysłowe, a mechanizm jest błędnym
kołem: lenistwo rodzi nieudolność, a nieudolność wzmacnia lenistwo.
„Lenistwo” bywa bardzo pracowite
Jedna z najcelniejszych obserwacji Zamoyskiej brzmi tak: kobiety rzadko są
leniwe w sensie dosłownym. One często robią mnóstwo, tylko zajmują się
rzeczami, które umysłu nie ćwiczą. Zamożne potrafią „przepełnić” czas zakupami,
wizytami, korespondencją bez celu i zajęciami, które usypiają myślenie.
Niezamożne są obciążone obowiązkami, ale jeśli nie znajdą choć chwili na pracę
umysłową, to tracą to, czego się nauczyły, a horyzont stopniowo się zawęża.
Zamoyska podkreśla przy tym, że kobieta potrzebuje
szerokiej wiedzy, bo jej pole zadań bywa szerokie: nie musi być specjalistką,
ale powinna mieć elementarną orientację w wielu dziedzinach. Praca umysłowa
daje też równowagę: uczy logiki, uwagi, pamięci, pomaga porządkować emocje i
wyobraźnię.
Fundamenty są proste: czytanie, pisanie, liczenie,
podstawy przyrody i geografii, historia, a przede wszystkim katechizm i
znajomość Pisma Świętego. Zamoyska mocno akcentuje, że nauka bez wiary może
umysł paczyć, a nauka oparta na wierze potęguje dobrodziejstwa wiary. Wiedza ma
prowadzić do dobra, nie do pychy.
Szczególną dziedziną kobiecej pracy umysłowej ma
być — według Zamoyskiej — pedagogika, „sztuka nad sztukami”, bo dotyczy duszy
ludzkiej. I wreszcie jedna z najmocniejszych zasad: wychowanie dziecka zaczyna
się od wychowania siebie. Matka ma kształcić sąd, wzmacniać wolę, ćwiczyć
roztropność i dbać o siły moralne oraz fizyczne — bo jeśli zatrzyma własny
rozwój, w pewnym momencie nie udźwignie zadań, jakie przyniesie życie.
Smak, piękno i higiena duszy
Ważnym wątkiem wykładu jest temat piękna. Zamoyska mówi: potrzeba piękna
jest wrodzona, ale może pójść w stronę świecidełek i próżności albo stać się
dźwignią życia. Smak wpływa na wszystko: dom, strój, wydatki, rozrywki,
przyjaźnie, wybory. Zdrowy smak wyrasta ze zdrowego rozsądku — ale i odwrotnie:
kształcąc smak, kształcimy rozsądek.
Tu pojawia się zasada bardzo radykalna, a
jednocześnie oczyszczająca: albo rzeczy dobre, albo nic. Albo czytać
rzeczy czytania godne, albo nie czytać wcale. Albo gołe ściany, albo coś
naprawdę wartościowego. To jest higiena duszy: tak jak dbamy o zdrową żywność i
zdrowe mieszkanie, tak mamy dbać o zdrowie wyobraźni.
Zamoyska proponuje też konkret: czytać w ładu,
wracać do lektur przez streszczenie, wypisy, opowiadanie komuś treści,
dopisywanie własnego sądu. Umysł ma być „ostrzone jak narzędzie” — nie dla
popisu, ale dla służby.
Praca duchowa: fundament, bez którego wszystko się
rozpada
Wreszcie trzeci wymiar — praca duchowa — która nadaje sens wszystkim
pozostałym. Można być zapracowaną i wykształconą, a jednak minąć się z celem
życia. Zamoyska mówi jasno: to praca konkretna, wymagająca i prowadząca do
wolności. Jej cel to doskonałość rozumiana realistycznie: nie bycie „jakąś
idealną”, ale stawanie się tą, którą Bóg chce, w swoim stanie i w swoich
obowiązkach. Świętość nie polega na nadzwyczajnych czynach, lecz na wiernym
spełnianiu obowiązków: cierpliwości w domu, uczciwości, punktualności,
opanowaniu języka, modlitwie mimo zmęczenia, przebaczeniu.
Zamoyska pokazuje narzędzia tej pracy: wzorem jest
Chrystus, materiałem jesteśmy my same, a „dłutem i pędzlem” stają się Słowo
Boże, nauka Kościoła, sakramenty, ludzie i okoliczności, w które Bóg nas
wstawił. Praca duchowa nie dzieje się w próżni — dzieje się w realnym życiu. Ważną
rolę pełni rozmyślanie: ma prowadzić do czynu, a nie do „ładnych myśli”.
Przeszłość oddać miłosierdziu, przyszłość zostawić Bogu, pracować w chwili
obecnej — bo jedyną „walutą duchową” jest teraźniejszość.
I wreszcie temat umartwienia, u Zamoyskiej
niezwykle trzeźwy: nie chodzi o heroizmy ani o surowość, która łamie człowieka,
ale o ciche, codzienne umartwienia, które przychodzą same: w domu, w relacjach,
w obowiązkach, w drobnych niewygodach. Kluczowa zasada brzmi: nie walczyć tylko
z wadą „wprost”, ale rozwijać cnotę przeciwną. To praca nad wolnością.
Zakończenie
Wykład drugi nie zostawia nas z teorią ani z ideałem nie do osiągnięcia.
Zamoyska pokazuje drogę realistyczną, wymagającą, a zarazem pełną nadziei:
człowiek nie jest zlepkiem części, lecz całością. Ręce, rozum i serce
mają współpracować.
- praca
ręczna uczy pokory i wierności,
- praca
umysłowa porządkuje myślenie i chroni przed powierzchownością,
- praca
duchowa nadaje sens wszystkim pozostałym.
Najważniejsze jest to, że nie pracujemy nad sobą po to, by stać się „lepszą wersją siebie”, lecz po to, by coraz wierniej odpowiedzieć na wolę Boga w konkretnym życiu. Świętość zaczyna się od porządku dnia, od prostoty, od uczciwie wykonanej pracy, od myśli karmionej prawdą, od serca zakorzenionego w modlitwie.
Oba tematy zostały przedstawione podczas spotkania formacyjnego kobiet Carmelitanum w Warszawie 25 stycznia 2026 roku. Można je odsłuchać TUTAJ.
Opracowanie: Anna Maternowska-Frsunkiewicz
Zdjęcia: Zbiory PAN Biblioteki Kórnickiej


Komentarze
Prześlij komentarz