„Owa władza nie jest niczym innym, jak tylko władzą pozwalającą wyprodukować człowieka zgodnie z ideą, jaką reformator sobie wypracował, co prowadzi do powstania przepaści między masą, tą prymitywną i nieokrzesaną materią, a uświadomioną i samozwańczą elitą złożoną z zuchwałych kowali, wykuwających nową ludzkość, którzy są jednocześnie zegarmistrzami ustanawiającymi zasady działania społeczeństwa idealnego. „Edukacja może wszystko", jak stwierdził Helwecjusz, (…) a „Człowiek naprawdę stanowi jedynie produkt swojej edukacji", bo „to właśnie jedynie edukacja tworzy człowieka; zawsze jest on wyłącznie taki, jak ona chce". Albowiem edukacja, o której mowa, stanowi jedynie „sztukę modyfikowania i modelowania”, jest ona tresurą, tworzeniem i modyfikowaniem naszych zwyczajów, a „władzę nad zwyczajami mają ci, którzy nam je zaszczepiają”.
Czyż te słowa nie są wyjątkowo aktualne, w obliczu zmian w globalnej polityce światowej oraz planowanych zmian w polskim systemie edukacji w ostatnim czasie? Cytat pochodzi z fascynującej książki pt. „Rewolucja Francuska a natura ludzka od wieku Oświecenia do Kodeksu Napoleona” Xaviera Martina, wyd. Andegavenum, niezwykle ciekawej pozycji, wręcz podręcznika akademickiego, w którym zaintrygował mnie fragment o ścisłej łączności sfery pedagogiki i polityki.
W średniowieczu słynne było twierdzenie św. Tomasza z Akwinu, zgodnie z którym nauczanie jest jak sztuka leczenia, przy czym sztuka leczenia odnosi się do natury cielesnej człowieka, a nauczanie - do jego natury duchowej. „Proces nauczania dostarcza wewnętrznej zasadzie, znajdującej się w podmiocie, środki oraz pomoc, których podmiot potrzebuje, aby osiągnąć pewien efekt. Jest to zasada wewnętrzna, światło intelektualne obecne w uczniu, który w procesie zdobywania wiedzy i umiejętności stanowi przyczynę lub czynnik główny”.
W czasach Oświecenia następuje triumf odmiennego przekonania, które otwarcie wyraża zamiar „zawłaszczenia umysłów dzieci, dzięki rozwojowi nauk".
Słynny genewski sensualista, Charles Bonnet, który podjął się zadania przebadania człowieka, mówił wręcz o „maszynie" ludzkiej, o „mechanizmie" serca, umysłu i ducha, a edukacja według niego nie jest niczym innym, jak tylko odpowiednim wyregulowaniem „maszyny obdarzonej zmysłami”, twierdził, że jest ona jakby „drugim narodzeniem się człowieka dzięki odciśnięciu na jego mózgu nowych determinacji".
Tak pisał na temat dzieciństwa: „Zawsze będę miał w pamięci, że jeśli jesteśmy maszynami, to przede wszystkim w tym właśnie okresie, i że mechanizmem tej maszyny, który należy nastawić, są zmysły". Dlatego doskonalenie edukacji widział w działaniu na zmysły!
Bonnet odsunął zatem edukację od jej celów, redukując ją do funkcjonalności.
Pisał, że dziecko stanowi „niewielką porcję materii zorganizowanej”, a zadanie jego nauczyciela sprowadza się właśnie do nadania mu „duszy, żeby tak powiedzieć”, bo „jego umysł, podobnie jak serce, jest w waszych rękach; jest to jednolita woskowa tabliczka, na której dosłownie wszystko można odcisnąć”. Tym samym „sprytne ręce" preceptora mają „ulepić uczniowi serce". Vauréal w kontekście polityki edukacyjnej mówi on o konieczności „sprytnego zarządzania” i życzył sobie, aby dziecko w wieku trzech lat było „przekazywane systemowi wychowania narodowego, na służbę przy ołtarzach ojczyzny, jako odpowiednio przygotowana glina, wymagająca łagodnej i dobroczynnej dłoni garncarza".
Te słowa zostały ogłoszone drukiem tylko dziesięć lat przed rokiem 1793, kiedy zapanował Wielki Terror. Zamysł edukacji w epoce Oświecenia był „ukierunkowany na seryjną produkcję obywateli odlanych w jednej i tej samej formie, co miało doprowadzić do ogólnej depersonalizacji i infantylizacji ludzkiej masy”. Tak jak Pan Bóg stworzył człowieka, tak filozofowie próbowali wytworzyć „koncepcję człowieka”. To dość fascynujące zagadnienie, gdy stajemy w obliczu niewątpliwej rewolucji obyczajowej, która, jak poprzedzające je rewolucja seksualna, czy rewolucja francuska budowana jest na rozwijanych nowych „koncepcjach” człowieka, tylko po to, by do tej koncepcji wytoczyć działa w imię walki o jego „prawa”. Fascynująca, wybitnie wartościowa lektura, skłaniająca do ciekawych refleksji.
„Chciałbym, aby gazeta adresowana była do ćwierćwykształconych; to znaczy do wielkiego nowego pokolenia, które jest wychowywane przez szkoły Zarządu, do młodych mężczyzn i kobiet, którzy potrafią tylko czytać, ale nie są zdolni do stałej uwagi. Ludzie tego rodzaju chcą czegoś, co zajmie ich w pociągach, autobusach i tramwajach. Chcą najlżejszych i najbardziej spienionych informacji - kawałków historii, kawałków opisów, kawałków skandali, kawałków żartów, kawałków statystyk, kawałków głupot. Czy nie mam racji? Wszystko musi być bardzo krótkie, najwyżej na dwa cale; ich uwaga nie jest w stanie utrzymać się dłużej niż dwa cale. Nawet pogawędka jest dla nich zbyt solidna; oni chcą pogaduszek”
… a potem wymyślono media społecznościowe, a jeszcze później rolki…
Fragment książki, którą czytam chyba czwarty raz (a wertuję setny), to „Upadek i odbudowa kultury chrześcijańskiej” Johna Seniora, wyd. Dębogóra - warto sięgnąć po tę lekturę. Na pełną recenzję zapraszam TU.
„Pomyślałem, że Bóg stworzył tę ziemię, aby świadczyła prawdzie, którą zapisał w Piśmie Świętym” pisze Roman Brandstaetter w „Kręgu biblijnym“ o Ziemi Świętej, która niewątpliwie różni się od wszystkich ziem świata, tworzy z historycznych zdarzeń, rozgrywających się tutaj od niepamiętnych wieków zamknięty krąg, dzięki któremu wszystko, co było, nadal jest obecne i wciąż trwa w ludziach i obok ludzi, w ich obyczajach, przyzwyczajeniach, w sposobie życia, w zjawiskach przyrody. Ziemia Święta skrywa w sobie pamięć życia, śmierci i Zmartwychwstania naszego Pana, Jezusa Chrystusa. W tą ziemię wsiąkała Jego Krew.
Nie każdy ma możliwość pojechać do Ziemi Świętej, więc jestem niewymownie wdzięczna za album „Tajemnice Ziemi Świętej” wydany przez Wyd. Biały Kruk, który daje czytelnikowi pewną namiastkę tej ziemi.
Książka jest tak skomponowana, że odpowiada kolejności tajemnic różańcowych.
Dziś przypada piątek w drugim tygodniu Wielkiego Postu, dlatego pokazuję fragment książki, który nawiązuje do rozważanych dziś tajemnic bolesnych.
Patrząc na zdjęcia tych miejsc, które pamiętają Mękę Chrystusa, rozważając tajemnice życia i śmierci naszego Pana, przenosimy się duchem do Jerozolimy, trafiamy do Ogrójca… Jakie niesamowite wrażenie robi wielowiekowe drzewo oliwkowe, z którego szczelin w starym pniu wyrastają młode gałęzie… Na zdjęciu znajdziemy jedno z ośmiu drzew, pamiętających modlitwę Pana Jezusa w Ogrójcu. Bazylika Agonii w Ogrodzie Oliwnym wybudowana po II wojnie światowej ze składek wielu narodów przypomina o miejscu modlitwy Jezusa i Jego pojmania. Trafiamy do Kaplicy Biczowania, czyli do kamiennej ciemnicy w pałacu Piłata…
Wszystkie zdjęcia autorstwa Adama Bujaka są piękne, przejmujące, szczególnie wzruszają te, które ukazują Misteria Męki Pańskiej odtwarzane na ulicach Jerozolimy.
Zdjęcia opatrzone są ciekawymi opisami Marka Skwarnickiego i fragmentami Pisma Świętego. Stajemy się pielgrzymami i odkrywamy skalistą rzeczywistość kolejnych wydarzeń dnia Ukrzyżowania. Trafiamy do Kościoła św. Piotra w miejscu zaparcia się Jezusa i płaczu Piotra nad sobą. W tym miejscu można przeżyć własną niedoskonałość.
Te obrazy są niesamowite, w prawdzie nie zastąpią realnego bycia w Ziemi Świętej, ale dadzą pewien przedsmak, poruszą wyobraźnię, staną się tłem kontemplacji.
Roman Brandstaetter przepięknie łączy pewne wątki ze swojego życia z fragmentami Ewangelii, utwierdzając czytelnika w tym, że czytanie Ewangelii jeszcze bardziej człowieka przenika i staje się takie plastyczne i realne, gdy lektura Pisma spotyka się z doświadczeniem pobytu w Ziemi Świętej:
„Czytając pewnej nocy w Ewangelii św. Mateusza opis ukoronowania cierniem Jezusa:
„I włożyli na Jego głowę koronę,
Którą upletli z cierni,
A w prawą dłoń wetknęli Mu trzcinę,
I zginali przed Nim kolana,
I urągając,
Wołali:
<<Bądź pozdrowiony, królu Judejczyków»"
(Ewangelia św. Mateusza 27,29)
ujrzałem przed oczami scenę, której byłem świadkiem w Palestynie w 1935 roku. W jednym z wielkich kibuców -zdaje mi się, że był to Ejn Charod - podczas mojej rozmowy z żydowskim chłopem, jego mały synek, baraszkując opodal w krzakach, skaleczył się w palec. Ojciec pokazał mi kolczastą gałązkę i powiedział: „Tym skaleczył się ten łobuz. Wie Pan, co to jest? To jest krzak ciernisty, z którego uwito koronę dla Chrystusa". Wziąłem do ręki długi kolec, który ojciec wyciągnął ze stopy płaczącego dziecka, i wydawało mi się, że trzymam w palcach żywe słowo Ewangelii”
Jeśli nie możemy postawić stopy na Ziemi Świętej, to warto choć spojrzeć na zdjęcia i opisy świętych miejsc. Cieszę się z tej mojej podróży do Jerozolimy z Wydawnictwem Biały Kruk i tym przepięknym albumem, dostępnym TU.
Zyta Burbon-Parmeńska, cesarzowa Austrii, królowa Węgier, służebnica Boża - niesamowita postać. Zyta była jedną z najwybitniejszych i prawdopodobnie najważniejszych koronowanych kobiet minionego stulecia. Żadna inna kobieta nie miała tak dużego wpływu na globalne procesy polityczne w tak długim okresie i w tak całkowicie różnych środowiskach.
Zita Maria delle Grazie była rodowitą księżniczką Bourbon-Parma, a jej małżeństwo z arcyksięciem Karolem Austrii w 1911 roku stworzyło, nie po raz pierwszy w historii, całkowicie błękitnokrwistą unię katolickich dynastii Europy.
Jak na życie skazane na tyle świętności, dramatów i cierpień, jego początek był wyjątkowo spokojny.
Najsilniejszym filarem domu rodzinnego Zyty była religia. W niemieckiej biografii cesarzowej wyczytałam, że Zyta dosłownie „urodziła się z wiarą”. Jej imienniczka, patronka służebnic, zawsze cieszyła się w Toskanii dużym szacunkiem i podobno w 1891 roku biskup pobliskiej miejscowości Lukka poprosił księcia Roberta o spełnienie jego osobistego życzenia, a mianowicie: o nadanie tego imienia kolejnemu dziecku z rodziny Bourbon-Parma, gdyby to była dziewczynka. Rok później prośba ta została spełniona. Kadzidło było częścią powietrza, którym oddychała rodzina Zyty. Rzeczywiście religijność ich była tak głęboko zakorzeniona w rodzinie, że aż trzy siostry Zyty: Adelheid, Franziska i Maria Antonia, zostały zakonnicami.
Zyta zaintrygowała mnie szczególnie, gdy sięgnęłam po książkę ks. Cyrille Debris: „Zyta Intymny portret cesarzowej”, wydanej nakładem wydawnictwa Key4.
Ks. Debris postawił sobie za cel odnalezienie jak największej liczby pism, listów i świadectw, dotyczących cesarzowej, żeby ustalić nie tylko jej życiorys w sposób ściśle historyczny, ale żeby odnaleźć jej duchową drogę, która staje się wzorem dla współczesnych kobiet. Ta lektura doskonale uzupełnia się z jej biografią. Liczna korespondencja, szczególnie z mistyczką Siostrą Marią Hilarią Tonnelier, pokazuje duchowe życie cesarzowej Zyty w nowym świetle. Autor cytuje listy i wyciąga z nich na bieżąco wnioski.
Szalenie mi imponuje miłość małżeńska cesarzowej wyrażona łącznością duchową serc: „Była przykładną żoną przez cały czas trwania małżeństwa, a także żyła z mężem w silnej jedności modlitewnej przez 67 lat swojego wdowieństwa”, całkowicie spokojna, poddana woli Bożej, posłuszna nauce Kościoła, jednocześnie ciagle poszukująca Bożych odpowiedzi na jej ziemskie pytania, by jak najlepiej wypełnić Boży plan na jej życie.
Niezwykle ciekawą postacią wyłaniająca się z lektury jest Siostra Maria Hilaria Tonnelier. Przodkowie jej matki ukrywali księży podczas rewolucji i ocalili od profanacji kościół pw. Najdroższej Krwi Chrystusa. Maria Hilaria zapukała do drzwi Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej z Syjonu, złożyła pierwsze śluby 9 września 1889 roku. Doświadczyła objawień Jezusa i Jego prośby o modlitwę za Francję, związaną z Jego Najświętszym Sercem. Jej postać łączy się z cesarzową, gdy dzięki jej wizji uratowane zostaje życie cesarza!
Z przytaczanej korespondencji w bardzo osobistym tonie wyłania się piękna duchowa droga cesarzowej Zyty. Postrzega ona męża jako dar od Boga, jako serce, z którym dzieliła się wszystkim, a odebrane zostało jej tylko dla większego jego szczęścia (cesarz umiera, gdy cesarzowa jest w ciąży z ósmym dzieckiem). Choć pewność wiary i zawierzenie Bogu wcale nie zmniejszają ludzkiego smutku i tęsknoty ani uczucia samotności, to cesarzowa pragnie by Bóg wypełnił całą tę pustkę i dołącza do Chrystusa w Ogrójcu. Mimo skrajnych trudności Zyta ufa Bogu, wie, że jej nie opuści: „Dobry Bóg czyni wszystko tak dobrze i mamy na to tyle dowodów, że bardziej niż kiedykolwiek zdajemy się całkowicie na Jego opatrzność” pisze Zyta w jednym z listów do Siostry, która widziała ratunek dla rodziny cesarskiej w oddaniu się w opiekę Najświętszego Serca Jezusa.
Karol i Zyta dokonali aktu zawierzenia Najświętszemu Sercu - 2.10.1918 r Najświętsze Serce zostało uznane przez cesarza za prawdziwą głowę rodziny i rzeczywiście nad nim czuwało. Zyta w listach wyrażała podziw dla wiary męża, dla którego była wielokrotnie jak Szymon z Cyreny, choć sama niosła na swojej drodze prawdziwy znak władzy Króla Królów - Chrystusowy Krzyż.
Z lektury wyłania się postać niesamowicie bliska każdej kobiecie. Cesarzowa pisze w korespondencji o swojej codzienności:
„u mnie zawsze to samo nie mam czasu! Między dziećmi a pilnymi listami, a czasem także zmęczeniem czy lenistwem; jakby tego nie nazwać, czas ucieka, ucieka”, a także o przyjaźni: „Taka przyjaźń nie kończy się wraz ze śmiercią, wręcz przeciwnie, rozkwitnie jeszcze bardziej w wieczności”
Niesamowicie pięknym wątkiem jest zawierzenie się Najświętszemu Sercu Jezusa. Zyta chciała wszyć wewnątrz ubranek dziecięcych takie Serce, wykonane przez Siostrę zakonną. Najświętszemu Sercu cesarzowa oddawała się w każdej sprawie, nawet w tych materialnych. Podjęła się również misji apostolatu Niepokalanego Serca Maryi. To niezwykły wątek, w który zaangażowana była Matka Virginia Brites da Paixao, z Portugalii, dokąd Karol i Zyta przybyli w 1921 roku na wygnanie. Matka Virginia miała również mistyczne objawienia, została uprzedzona o śmierci cesarza, widziała cesarza wstępującego do raju i jego anielską koronację. Ostatnimi słowami cesarza było: „Niech się stanie wola Twoja!” i na koniec: „Jezus! Jezus!”.
Te niesamowite wątki, w których przeplata się opieka Najświętszego Serca Pana Jezusa z łaskami wypraszanymi za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi, sprawiają, że historia życia duchowego Zyty i Karola nabiera dla czytelnika wyjątkowego kształtu. Żadną recenzją nie jestem w stanie oddać wagi tej lektury dla katolickiej rodziny, która w światowym kryzysie wiary znajduje piękne wzorce w rodzinie cesarskiej.
Na sam koniec chciałabym oddać głos samej cesarzowej. Znalazłam wywiad z nią na YT i udostępniam Wam fragment z moim tłumaczeniem o tym, jak cesarzowa radziła sobie z życiowymi problemami:
Oryginał:
Wie sie ihr Schicksal germeistert hat?
„Nur der Glaube am Gott, der Glaube am Gott und an Seine Vorsehung. Ich habe immer fest geglaubt, das alles vom Gott kommt, also von seiner Hand angenommen werden muss und infolg dessen Ihm für alles, für das Gute und für das Böse, zu danken ist. Dieser Ansicht bin ich felsenfest heute und Gott gebe bis zu meinem Tod, der wahrscheinlich nicht so weit ist”
Tłumaczenie:
Jak radziła sobie z trudnym losem?
„Tylko wiara w Boga, wiara w Boga i Jego Opatrzność. Zawsze mocno wierzyłam, że wszystko pochodzi od Boga, więc trzeba to przyjąć z Jego ręki i w rezultacie powinniśmy Mu dziękować za wszystko co nas spotyka, za to co dobre i co złe. Dziś jestem o tym świecie przekonana i daj Boże będzie tak aż do mojej śmierci, która prawdopodobnie jest już blisko”.
Na koniec zacytuję fragment książki, który zrobił na mnie niesamowite wrażenie. To część pogrzebu Zyty, w języku niemieckim zwany Anklopfzeremonie. Ten fragment możecie zobaczyć na YT, a poniżej pozostawię Wam cytat z książki, zachęcając Was, byście przeczytali tę wspaniałą lekturę „Zyta. Intymny portret cesarzowej” wyd. Key4.
„Szambelan zastukał trzy razy w ciężkie zewnętrzne drzwi kościoła. Ze środka dobiegł głos kapucyna:
Kto prosi o wejście?
Szambelan odpowiedział:
- Jej Królewska Mość Zyta, z łaski Bożej cesarzowa Austrii, apostolska królowa Węgier, królowa Czech, Dalmacji, Chorwacji, Slawonii, Galicji, Lodomerii i Ilirii, królowa Jerozolimy etc., arcyksiężna Austrii, wielka księżna Toskanii i Krakowa, księżna Lotaryngii, Salzburga, Styrii, Karyntii, Krainy i Bukowiny, wielka księżniczka Transylwanii, margrabina Moraw, księżna Górnego i Dolnego Śląska, Modeny, Piacenzy i Guastalli, Oświęcimia i Zatoru, Cieszyna, Friuli, Ragusy i Zadaru, uksiążęcona hrabina Habsburga i Tyrolu, Kyburga, Gorycji i Gradiški, księżna Trydentu i Bressanone, markiza Górnych i Dolnych Łużyc oraz Istrii, hrabina Hohenembs, Feldkirch, Bregenz i Sonnenberga etc., pani Triestu, Cattaro, Marchii Słoweńskiej, wielka wojewodzina województwa Serbii etc, z urodzenia królewska księżniczka Burbon, księżniczka Parmy etc.
Padła jednoznaczna odpowiedź:
- Nie znam jej
Drzwi pozostały zamknięte.
Szambelan po raz drugi zastukał trzy razy.
- Kto prosi o wejście?
- Jej Królewska Mość Zyta, cesarzowa i królowa.
- Nie znam jej.
I po raz trzeci rozległ się odgłos trzykrotnego stukania do drzwi.
- Kto prosi o wejście?
- Zyta, osoba śmiertelna i grzeszna.
- Niech wejdzie”
Zyta, wielka cesarzowa, niezwykła niewiasta, która ostatecznie jak Ty i ja, była śmiertelna i grzeszna. Za takie przykłady współczesnych kobiet … Deo gratias 🙏